Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

BOGACTWO EWANGELII ŚW. JANA (73)

DZIWNE, ŻE WY NIE WIECIE SKĄD POCHODZI

KS. PRAŁAT PROF. DR HAB. EDWARD STANIEK

Fary­ze­usze chcie­li, aby uzdro­wio­ny wypo­wie­dział się prze­ciw Jezu­so­wi: Zno­wu więc przy­wo­ła­li tego czło­wie­ka, któ­ry był nie­wi­do­my, i rze­kli do nie­go: „Daj chwa­łę Bogu. My wie­my, że czło­wiek ten jest grzesz­ni­kiem”. Na to odpo­wie­dział: „Czy On jest grzesz­ni­kiem, tego nie wiem. Jed­no wiem: byłem nie­wi­do­my, a teraz widzę”. Rze­kli więc do nie­go: „Cóż ci uczy­nił? W jaki spo­sób otwo­rzył ci oczy?”. Odpo­wie­dział im: „Już wam powie­dzia­łem, a wyście mnie nie wysłu­cha­li. Po co zno­wu chce­cie słu­chać? Czy i wy chce­cie zostać Jego ucznia­mi?” (J 9,24–27). Posta­wa uzdro­wio­ne­go wobec wro­gów Jezu­sa – i to nale­żą­cych do eli­ty Izra­ela – zdu­mie­wa odwa­gą i umi­ło­wa­niem praw­dy. On  wie, że jest uzdro­wio­ny. Czy pro­rok jest grzesz­ni­kiem czy nie, tego nie wie. Sta­wia im wprost pyta­nie: Czy i wy chce­cie zostać Jego ucznia­mi? Wów­czas go zelży­li i rze­kli: „Bądź ty sobie Jego uczniem, my jeste­śmy ucznia­mi Moj­że­sza. My wie­my, że Bóg prze­mó­wił do Moj­że­sza. Co do Nie­go zaś nie wie­my, skąd pocho­dzi”. Na to odpo­wie­dział im ów czło­wiek: „W tym wszyst­kim to jest dziw­ne, że wy nie wie­cie, skąd pocho­dzi, a mnie oczy otwo­rzył. Wie­my, że Bóg grzesz­ni­ków nie wysłu­chu­je, nato­miast Bóg wysłu­chu­je każ­de­go, kto jest czci­cie­lem Boga i peł­ni Jego wolę. Od wie­ków nie sły­sza­no, aby ktoś otwo­rzył oczy nie­wi­do­me­mu od uro­dze­nia. Gdy­by ten czło­wiek nie był od Boga, nie mógł­by nic czy­nić”. Na to dali mu taką odpo­wiedź: „Cały uro­dzi­łeś się w grze­chach, a śmiesz nas pouczać?”. I precz go wyrzu­ci­li ( J 9 ‚27–34). O dpo­wiedź u zdro­wio­ne­go jest ostrym pyta­niem skie­ro­wa­nym do wro­gów Jezu­sa, dla któ­rych naj­wyż­szym auto­ry­te­tem był Moj­żesz. Dzi­wi się, że przed­sta­wi­cie­le hie­rar­chii nie wie­dzą skąd pocho­dzi Ten, któ­ry czy­ni nie­spo­ty­ka­ne cuda. Akcen­tu­je, że od wie­ków nie sły­sza­no, aby ktoś przy­wró­cił wzrok nie­wi­do­me­mu od uro­dze­nia. Dla uzdro­wio­ne­go jest jasne: Gdy­by ten czło­wiek nie był od Boga, nie mógł­by nic czy­nić. Mamy do czy­nie­nia z ostrym star­ciem wie­rzą­ce­go z nie­wie­rzą­cy­mi – i to mają­cy­mi nad nim wła­dzę. Pysz­ni prze­ciw­ni­cy
Jezu­sa stwier­dza­ją, że uzdro­wio­ny cały uro­dził się w grze­chach, a śmie ich pouczać? Tak odpo­wia­da pycha, któ­rej praw­da nigdy nie inte­re­su­je, bo zawsze jest prze­ciw­ko niej. Pycha to wiel­kie samo­za­kła­ma­nie. Spo­tka­nie z wro­ga­mi Jezu­sa wzy­wa do zasta­no­wie­nia, w jakim stop­niu cho­ru­je­my na pychę, i w jakim zda­je­my sobie spra­wę z tego, że jest ona okła­my­wa­niem sie­bie. Pysz­ny sta­jąc wobec praw­dy nie­na­wi­dzi tego, kto praw­dę mówi. Reak­cja świad­ków uzdro­wie­nia jest kla­sycz­nym przy­kła­dem pychy, któ­ra nie­na­wi­dzi praw­do­mów­nych. Wro­go­wie Jezu­sa nie tyl­ko wdep­ta­li uzdro­wio­ne­go w grzech, w któ­rym – ich zda­niem – cały się naro­dził, ale precz go wyrzu­ci­li. Tyle mogli zro­bić. Opo­wie­dział
się po stro­nie Jezu­sa jako pro­ro­ka. Dla fary­ze­uszy Jezus dep­tał sza­bat i z tego powo­du był god­ny śmier­ci. Oni już zaocz­nie wyda­li na Nie­go wyrok. Wia­ra to nowe oczy. Szczę­śli­wy kto je posia­da i komu bar­dzo zale­ży na tym, aby oczy wia­ry były zdro­we. Dziś ludzi nie­wi­do­mych jest wie­lu i oni nale­żą do fary­ze­uszy, któ­rzy nie umie­li wie­rzyć ani Bogu, ani czło­wie­ko­wi. War­to się odna­leźć w tej ewan­ge­licz­nej sce­nie albo po stro­nie uzdro­wio­ne­go, szczę­śli­we­go z posia­da­nia dobre­go wzro­ku; albo po stro­nie jego rodzi­ców, wypeł­nio­nych stra­chem wobec ukła­dów, w jakich żyli, albo po stro­nie śle­pych fary­ze­uszy.