Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Sława nie daje tyle, co bycie z Panem Bogiem

Anita Włodarczyk

Wybit­ni spor­tow­cy, któ­rzy mimo sła­wy i suk­ce­sów nie zapo­mnie­li, co w życiu jest naj­waż­niej­sze. Mówią o swo­jej wie­rze, modli­twie, kon­tak­cie z Panem Bogiem.

 Mariusz Wla­zły: życie opie­ra się na wie­rze

Głów­nie dzię­ki jego kapi­tal­nej grze nasza dru­ży­na się­gnę­ła w 2014 roku po mistrzo­stwo świa­ta w siat­ków­ce, a on sam został uzna­ny naj­lep­szym zawod­ni­kiem mistrzostw. Na taki suk­ces cze­ka­li­śmy aż 40 lat! „Bia­ło-czer­wo­ni” zdo­by­li „zło­to” w impo­nu­ją­cym sty­lu, poko­nu­jąc dwa razy w tym tur­nie­ju zna­ko­mi­tych Bra­zy­lij­czy­ków, naj­bar­dziej uty­tu­ło­wa­ny zespół ostat­nich lat. Mariusz Wla­zły był naj­więk­szą gwiaz­dą naszej repre­zen­ta­cji. Oprócz tego, że jest świet­nym siat­ka­rzem, jest tak­że czło­wie­kiem głę­bo­ko wie­rzą­cym. Nigdy nie krył się ze swo­ją wia­rą. W wyda­nej przed Euro 2012 książ­ce Ewan­ge­lia dla spor­tow­ca i kibi­ca   zapi­sa­no jego sło­wa: „W moim życiu wia­ra jest bar­dzo waż­na. Życie opie­ra się na wie­rze, więc czym było­by bez niej? Waż­ne jest, żeby nosić Boga w ser­cu. We wszyst­kich momen­tach moje­go życia – tych pro­stych i tych trud­niej­szych – Bóg był przy mnie. Zawsze sta­ram się dzię­ko­wać Mu za to, że pro­wa­dzi mnie przez życie. Nie­raz bar­dzo krę­tą dro­gą, lecz na pew­no ku praw­dzie i oświe­ce­niu. Jak się ma chę­ci i wia­rę, to Bóg sam nas znaj­dzie. Każ­dy z nas ma jakiś cel w życiu. Każ­dy ma jakąś dro­gę, któ­rą musi przejść, lecz na niej napo­ty­ka róż­ne­go rodza­ju trud­no­ści, pobocz­ne cele itp. Myślę, że to, co robię w chwi­li obec­nej, jest bar­dzo waż­ne dla mnie, dla moje­go roz­wo­ju, więc sta­ram się wypeł­nić i zro­bić wszyst­ko z jak naj­więk­szą per­fek­cją. Nie zawsze się to uda­je, lecz każ­da poraż­ka jest jesz­cze moc­niej­szą moty­wa­cją do osią­gnię­cia wyzna­czo­ne­go celu”. Siat­karz pod­kre­ślał też, że „fun­da­men­tem jego życia jest rodzi­na”, a „każ­da chwi­la spę­dzo­na w domu jest naj­waż­niej­sza i nie­za­stą­pio­na. (…) Nie ma nic lep­sze­go, jak nauczyć cze­goś wła­sne dziec­ko. Żona daje mi opar­cie w cięż­kich chwi­lach i pod­no­si na duchu”.

Ani­ta Wło­dar­czyk: nie moż­na zosta­wiać modli­twy

W ostat­nich latach zdo­mi­no­wa­ła kon­ku­ren­cję rzu­tu mło­tem. Dwu­krot­na mistrzy­ni olim­pij­ska, czte­ro­krot­na mistrzy­ni świa­ta i Euro­py oraz rekor­dzist­ka świa­ta. Wiel­ka mistrzy­ni lek­kiej atle­ty­ki Ani­ta Wło­dar­czyk, tak mówi o wie­rze: „Wia­ra jest potrzeb­na nie tyl­ko w życiu spor­to­wym, ale tak­że w życiu codzien­nym. Jestem chrze­ści­jan­ką, cho­dzę do kościo­ła nie tyl­ko wte­dy, kie­dy muszę, ale choć­by, gdy jeste­śmy na zgru­po­wa­niach, to zawsze znaj­dę czas na modli­twę i wiem, że to mi poma­ga. Nawet jeśli nie ma suk­ce­su, to nie moż­na zosta­wiać modli­twy. Wia­do­mo, że potrzeb­ne jest też szczę­ście, ale cały czas Bóg jest ze mną, na każ­dych zawo­dach”.

Mar­cin Gor­tat: wia­ra daje nadzie­ję

Jedy­ny Polak w NBA, naj­lep­szej koszy­kar­skiej lidze świa­ta. Grał w Orlan­do Magic (z tym zespo­łem awan­so­wał do wiel­kie­go fina­łu), Pho­enix Suns, Washing­ton Wizards i Los Ange­les Clip­pers. Tak mówi o swo­jej wie­rze: „Jestem kato­li­kiem, a więc czło­wie­kiem, któ­ry wie­rzy w Boga. Zda­ję sobie spra­wę, że takie dekla­ra­cje rodzą nie tyl­ko potrze­bę uze­wnętrz­nia­nia swo­ich poglą­dów, ale życia opar­te­go na zasa­dach chrze­ści­jań­skich. W świe­cie spor­to­wym zasa­dy wia­ry sta­no­wią o czy­sto­ści inten­cji, współ­za­wod­nic­twa, wal­ki, w któ­rej widzi się nie tyl­ko sie­bie, ale dru­gie­go czło­wie­ka. To jest po pro­stu dobra wola, pozy­tyw­na aura, któ­ra pozwo­li każ­de­mu zacho­wać i roz­wi­nąć swo­je naj­lep­sze cechy czło­wie­ka, kole­gi, zawod­ni­ka. Moja wia­ra pozwa­la mi być po pro­stu pra­wym czło­wie­kiem. Oczy­wi­ście nie jest to dane każ­de­mu skła­da­ją­ce­mu dekla­ra­cje wia­ry tak po pro­stu, jest to usta­wicz­na pra­ca nad wła­sny­mi sła­bo­ścia­mi i nie­do­sko­na­ło­ścia­mi, abym kie­dyś w mia­rę upły­wu cza­su mógł tę dekla­ra­cję powtó­rzyć bez pre­ten­sji do sie­bie, że nie chcia­łem z wła­snej woli żyć w zgo­dzie z Bogiem, któ­re­mu winien jestem wie­le Jego dobro­ci i bło­go­sła­wień­stwa, o któ­re wciąż usta­wicz­nie pro­szę. Wia­ra w Boga pozwa­la mi na życie w kom­for­cie pozy­tyw­nych nadziei, uczuć, nie tyl­ko w sto­sun­ku do moich bli­skich, ale ludzi i świa­ta w ogó­le, dla­te­go uwa­żam się za czło­wie­ka szczę­śli­we­go z powo­du wia­ry, któ­ra daje nadzie­ję”.

Jakub Błasz­czy­kow­ski: modli­twa daje mi siłę

Zna­ko­mi­ty pił­karz, pod­po­ra repre­zen­ta­cji Pol­ski, przez wie­le lat zawod­nik Borus­sii Dort­mund, a wcze­śniej tak­że Wisły Kra­ków, Wol­fs­bur­ga, Rako­wa Czę­sto­cho­wa oraz Gór­ni­ka Zabrze. „Rozu­miem, że wia­ra może być dla kogoś spra­wą indy­wi­du­al­ną, acz­kol­wiek dla mnie oso­bi­ście jest bar­dzo waż­ną rze­czą. Myślę, że każ­dy z nas w momen­cie, w któ­rym jest cięż­ko, kie­dy są pro­ble­my i nie moż­na już liczyć na leka­rzy, na inne rze­czy, wte­dy zaczy­na się odwo­ły­wać do wia­ry, wte­dy są te momen­ty, kie­dy pro­si się Jezu­sa, Boga aby dał zdro­wie, nie zawsze pamię­ta­jąc o tym na co dzień. Chry­stus poma­ga w życiu codzien­nym, sta­ram się w pew­nym sen­sie nama­wiać ludzi do tego, aby nie zapo­mi­na­li o tym, co jest dla nas naj­waż­niej­sze, czy­li wia­ra i modli­twa. Dla mnie naj­waż­niej­sza jest codzien­na Eucha­ry­stia i czy­ta­nie Pisma Świę­te­go. Cza­sa­mi zwy­czaj­nie, po ludz­ku, nie chce mi się. Modli­twa daje mi jed­nak siłę i sta­ram się jej nie zanie­dby­wać. Wiem, że ani sła­wa, ani pie­nią­dze nie dają tyle rado­ści, co bycie z Bogiem. Wiem, że moim nad­rzęd­nym obo­wiąz­kiem jest przy­zna­wać się do Chry­stu­sa. W swo­ich wypo­wie­dziach sta­ram się dawać o Nim świa­dec­two. Jestem zwy­kłym czło­wie­kiem i moim nad­rzęd­nym obo­wiąz­kiem jest gło­sić Chry­stu­sa. Pan Bóg ma plan wzglę­dem każ­de­go, każ­de­mu udzie­la odpo­wied­nich darów, a naszym zada­niem jest ich nie zmar­no­wać, lecz wyko­rzy­stać, dając świa­dec­two o Chry­stu­sie” –  mówił Kuba.

Rafał Wilk: dru­gie życie

Były żuż­lo­wiec. W zawo­dach kolar­stwa ręcz­ne­go zdo­był już wszyst­ko: „zło­to” para­olim­pia­dy, mistrzo­stwo świa­ta, Puchar Świa­ta i Puchar Euro­py. Jest naj­lep­szy na świe­cie. Po wypad­ku na torze żuż­lo­wym, 13 lat temu, stra­cił wła­dzę w nogach, ale nie zała­mał się. Ani przez chwi­lę nie stra­cił wia­ry. Wręcz prze­ciw­nie! „Dosta­łem dru­gie życie, to był dar od Pana Boga. Nigdy nie mia­łem pre­ten­sji do Pana Boga o wypa­dek. Może dosta­łem taką misję od  Boga, żeby poka­zać innym ludziom, że kie­dy nasze życie wywró­ci się do góry noga­mi, to nie powód, by się na nie­go obra­żać. Żeby mieć  żal do tego, kto nam tą krzyw­dę wyrzą­dził. Nigdy nie mia­łem pre­ten­sji do zawod­ni­ka, któ­ry wpadł na mnie na torze. Nie pyta­łem, dla­cze­go ja? Może moja gło­wa jest inna? Potrak­to­wa­łem to jako wyzwa­nie losu. Z natu­ry jestem wiel­kim opty­mi­stą, taki się uro­dzi­łem. Po wypad­ku bar­dziej się otwo­rzy­łem na Pana Boga, otwo­rzy­łem swo­je ser­ce. Czę­ściej i bar­dziej szcze­rze z Nim roz­ma­wiam. Wiem, że zawsze na mnie cze­ka, zawsze ma czas. Mogę Mu wszyst­ko powie­dzieć. Poka­zu­je mi, jak iść wła­sną dro­gą i mam nadzie­ję, że reali­zu­ję Jego wizję. Cóż było­by war­te nasze życie bez Boga?  Jeste­śmy kra­jem kato­lic­kim, zawsze tak było i co – nagle mamy się tego wsty­dzić? Dla­cze­go? Mamy ścią­gać krzy­że, w imię cze­go? Myślę, że wie­lu ludzi toczy ze sobą wewnętrz­ną wal­kę. Bo robią coś nie w zgo­dzie z wła­snym sumie­niem, wia­rą, prze­ko­na­niem. Przyj­dzie czas, że się opa­mię­ta­ją. Pan Bóg od nas się nie odwra­ca, cały czas cze­ka. Myślę, że duża gru­pa mło­dych ludzi prze­ży­wa trud­ny czas, ale w koń­cu znaj­dą wła­ści­wą dro­gę. Jest bar­dzo wie­lu war­to­ścio­wych mło­dych ludzi, któ­rzy dają przy­kład, modlą się, cho­dzą do kościo­ła. Pod­czas zawo­dów zawsze podró­żu­je ze mną Mat­ka Boża z Medju­go­rie. Wożę ją za pasem, przy­mo­co­wa­ną dobrze, tak, by była bez­piecz­na i by mi nie wypa­dła w cza­sie jaz­dy. Na prze­gu­bie mam też róża­niec. Sły­sza­łem, że Róża­niec to nabo­je na sza­ta­na. Sta­ram się nie opusz­czać nie­dziel­nej Mszy św., choć ze wzglę­du na star­ty cza­sem jest to trud­ne”.

Agniesz­ka Bia­lik