Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Szesnasty Tydzień Zwykły 22 – 27 VII 2019

Chrystus Maria Marta/ fot. Wikipedia Commons

NIEDZIELA: Rdz 18,1–10a; Kol 1,24–28

Ewan­ge­lia Łk 10,38–42

Mar­ta i Maria przyj­mu­ją Chry­stu­sa

Jezus przy­szedł do pew­nej wsi. Tam nie­ja­ka nie­wia­sta, imie­niem Mar­ta, przy­ję­ła Go do swe­go domu. Mia­ła ona sio­strę, imie­niem Maria, któ­ra sia­dła u nóg Pana i przy­słu­chi­wa­ła się Jego mowie. Nato­miast Mar­ta uwi­ja­ła się koło roz­ma­itych posług. Przy­stą­pi­ła więc do Nie­go i rze­kła: Panie, czy Ci to obo­jęt­ne, że moja sio­stra zosta­wi­ła mnie samą przy usłu­gi­wa­niu? Powiedz jej, żeby mi pomo­gła.

A Pan jej odpo­wie­dział: Mar­to, Mar­to, trosz­czysz się i nie­po­ko­isz o wie­le, a potrze­ba mało albo tyl­ko jed­ne­go. Maria obra­ła naj­lep­szą cząst­kę, któ­rej nie będzie pozba­wio­na.

Jezus jest w dro­dze do Jero­zo­li­my. Wie dobrze, ku cze­mu zmie­rza. Już teraz będąc w dro­dze widzi odrzu­ce­nie, któ­re fak­tem sta­nie się w świę­tym mie­ście. Tym bar­dziej cen­na jest posta­wa sióstr, w szcze­gól­no­ści Mar­ty, któ­ra przyj­mu­je Pana w swo­im domu. Zgod­nie z ówcze­sny­mi zwy­cza­ja­mi kobie­ta nie powin­na przyj­mo­wać męż­czy­zny w swo­im domu. A jed­nak Mar­ta łamie ten oby­czaj. Pra­gnie­nie spo­tka­nia z Jezu­sem, przy­ję­cia Jezu­sa, jest moc­niej­sze. To była zde­cy­do­wa­nie naj­lep­sze decy­zja Mar­ty w tej sytu­acji. Jezus przyj­mu­je tę gości­nę. Przy­cho­dzi chęt­nie do tych, któ­rzy – wyda­je się – nie mają do tego pra­wa. Rów­nież Maria przyj­mu­je Jezu­sa – jej otwar­te, słu­cha­ją­ce ser­ce mówi wszyst­ko. Nic wię­cej nie trze­ba. Jak ogrom­ny kon­trast jest mię­dzy tym spo­tka­niem w domu Mar­ty i Marii, a tym, co sta­nie się wkrót­ce w Jero­zo­li­mie. Ci, któ­rzy mie­li naj­lep­szą moż­li­wość przy­ję­cia Jezu­sa, odrzu­ca­ją Go. Te, któ­re nie mia­ły wła­ści­wie pra­wa do tego, przyj­mu­ją Pana. Trze­ba posta­wić naj­waż­niej­sze pyta­nie: gdzie ja jestem? Do któ­re­go miej­sca jest mi bli­żej: do domu Mar­ty i Marii czy do Jero­zo­li­my?

PONIEDZIAŁEK Pnp 8,6–7 lub 2 Kor 5,14–17; J 20,1.11–18

Świę­to św. Marii Mag­da­le­ny

Sło­wo Boże: Połóż mnie jak pie­częć na twym ser­cu… Bo  jak śmierć potęż­na jest miłość, a zazdrość jej nie­prze­jed­na­na jak Sze­ol, żar jej to żar ognia, ude­rze­nie boskie­go gro­mu. Wody wiel­kie nie zdo­ła­ją uga­sić miło­ści, nie zato­pią jej rze­ki. Jeśli­by ktoś oddał za miłość całe bogac­two swe­go domu, z pew­no­ścią nim pogar­dzą.

Wie­lu mówi o miło­ści, wie­lu roz­czy­tu­je się w opi­sach jej pięk­na i rów­nie wie­lu o niej marzy, jed­nak nie­wie­lu ją rozu­mie i rów­nie nie­wie­lu sta­je się jej wier­ny­mi miło­śni­ka­mi. Siła miło­ści jest potęż­na – poko­nu­je nawet śmierć, nie­strasz­ne jej ciem­no­ści otchła­ni, jest zdol­na poko­nać naj­więk­sze prze­ciw­no­ści, nie­sie w sobie wewnętrz­ny żar. Jest w niej boskie tchnie­nie. A jed­nak moż­na nią wzgar­dzić. Moż­na wybrać coś nie­po­mier­nie mniej­sze­go. Moż­na stać się kolek­cjo­ne­rem sko­ru­pek i utra­cić życio­daj­ny napój. Jak nie utra­cić miło­ści?

WTOREK Ga 2,19–20; J 15,1–8

Świę­to św. Bry­gi­dy

Sło­wo Boże: Ja dla Pra­wa umar­łem przez Pra­wo, aby żyć dla Boga: razem z Chry­stu­sem zosta­łem przy­bi­ty do krzy­ża. Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chry­stus. Choć nadal pro­wa­dzę życie w cie­le, jed­nak obec­ne życie moje jest życiem wia­ry w Syna Boże­go, któ­ry mnie umi­ło­wał i same­go sie­bie wydał za mnie.

Per­spek­ty­wy ducho­we­go roz­wo­ju chrze­ści­ja­ni­na są trud­ne do wyobra­że­nia. Pró­bu­je to opi­sać św. Paweł, odwo­łu­jąc się do oso­bi­ste­go doświad­cze­nia. Mówiąc o życiu czło­wie­ka wie­rzą­ce­go czę­sto zwra­ca­my uwa­gę, że nale­ży żyć dla Boga. Ze wzglę­du na Boga podej­mo­wać kon­kret­ne decy­zje i czy­ny. Ale to zbyt mało. I w grun­cie rze­czy nie to jest naj­waż­niej­sze, bo nie cho­dzi o psy­cho­lo­gicz­ną moty­wa­cję. Żyć dla Boga ozna­cza naj­głęb­sze zjed­no­cze­nie z Jezu­sem, z Jego śmier­cią i zmar­twych­wsta­niem. Łaska two­rzy z nas bowiem nowych ludzi.

ŚRODA Wj 16,1–5.9–15; Mt 13,1–9

Sło­wo Boże: I zaczę­ło szem­rać na pusty­ni całe zgro­ma­dze­nie Izra­eli­tów prze­ciw Moj­że­szo­wi i prze­ciw Aaro­no­wi. Izra­eli­ci mówi­li im: „Oby­śmy pomar­li z ręki Pana w zie­mi egip­skiej, gdzie zasia­da­li­śmy przed garn­ka­mi mię­sa i jada­li­śmy chleb do syta! Wypro­wa­dzi­li­ście nas na tę pusty­nię, aby gło­dem zamo­rzyć całą tę rze­szę”.

Bóg wypro­wa­dził naród z zie­mi egip­skiej. Wie­lo­krot­nie dawał dowo­dy swej obec­no­ści. Rato­wał z opre­sji. Prze­ma­wiał do Moj­że­sza. Prze­ba­czał nie­wier­ność. A jed­nak w krót­kim cza­sie oka­zu­je się, że to wszyst­ko mało. Łatwo bowiem zapo­mnieć o sku­tecz­no­ści Boże­go dzia­ła­nia. Otrzy­ma­ne dobra sta­ją się czymś oczy­wi­stym, a więc należ­nym. Gdy poja­wia się kolej­na trud­ność, reak­cją jest narze­ka­nie. Ten rodzaj doświad­cze­nia ma wymiar uni­wer­sal­ny. Nie­ste­ty jest cha­rak­te­ry­stycz­ny – doty­ka wręcz każ­de­go. Dla­cze­go boga­ci łaską Pana, tak łatwo narze­ka­my na pro­ste prze­szko­dy?

CZWARTEK 2 Kor 4,7–15; Mt 20,20–28

Świę­to św. Jaku­ba

 Sło­wo Boże: Nosi­my nie­ustan­nie w cie­le naszym kona­nie Jezu­sa, aby życie Jezu­sa obja­wi­ło się w naszym cie­le. Cią­gle bowiem my, któ­rzy żyje­my, jeste­śmy wyda­wa­ni na śmierć z powo­du Jezu­sa, aby życie Jezu­sa obja­wi­ło się  w naszym śmier­tel­nym cie­le. Tak więc dzia­ła w nas śmierć, pod­czas gdy w was – życie.

Co to zna­czy: nosić kona­nie Jezu­sa we wła­snym cie­le? To zwy­kłe codzien­ne cier­pie­nia, poja­wia­ją­ce się wie­lo­krot­nie prze­ciw­no­ści, sytu­acje, w któ­rych może­my nara­żać nawet wła­sne życie. Te nie­zbyt przy­jem­ne doświad­cze­nia mają jed­nak wiel­ką war­tość. Jeśli wycho­dzi­my z nich zwy­cię­sko, to kie­ru­jąc się logi­ką rady­kal­nej, czy­stej wia­ry zro­zu­mie­my, że w obli­czu naszej sła­bo­ści ujaw­ni­ła się moc łaski. W naszych pro­stych zwy­cię­stwach codzien­ne­go dnia obja­wia się zwy­cię­stwo Jezu­sa. On jest jedy­nym Zwy­cięz­cą. My zaś zwy­cię­ża­my, o ile jeste­śmy z Nim.

 PIĄTEK Wj 20,1–17; Mt 13,18–23

Sło­wo Boże: W owych dniach mówił Bóg wszyst­kie te sło­wa: „Ja jestem Pan, Bóg twój, któ­ry cię wypro­wa­dził z zie­mi egip­skiej, z domu nie­wo­li. Nie będziesz miał cudzych bogów obok Mnie! Nie będziesz czy­nił żad­nej rzeź­by ani żąd­ne­go obra­zu tego, co jest na zie­mi nisko, ani tego, co jest w wodach pod zie­mią!”.

Zanim Bóg wypo­wie zasa­dy wyzna­cza­ją­ce ramy oso­bi­ste­go i spo­łecz­ne­go życia swe­go ludu, przed­sta­wia sie­bie same­go. Mówi o sobie, że jest Bogiem, Bogiem tego ludu. Bogiem, któ­ry doko­nu­je kon­kret­nych rze­czy. Nie jest zdy­stan­so­wa­nym Panem, któ­ry z wyso­ko­ści spo­glą­da na swych pod­da­nych. Prze­ciw­nie, jest ze swym ludem, udzie­la kon­kret­nej pomo­cy. Zanim posta­wił wyma­ga­nia, udzie­lił łaski. I wów­czas wyma­ga­nia są zro­zu­mia­łe. Odczy­ty­wa­nie Bożej obec­no­ści w kon­tek­ście wyma­gań jest błę­dem, jeśli naj­pierw nie dostrze­że­my łaski.

SOBOTA Wj 24,3–8; Mt 13,24–30

Sło­wo Boże: Moj­żesz wró­cił z góry Synaj i obwie­ścił ludo­wi wszyst­kie sło­wa Pana i wszyst­kie Jego pole­ce­nia. Wte­dy cały lud odpo­wie­dział jed­no­gło­śnie: „Wszyst­kie sło­wa, jakie powie­dział Pan, wypeł­ni­my”. Spi­sał więc Moj­żesz wszyst­kie sło­wa Pana. Naza­jutrz wcze­śnie rano zbu­do­wał ołtarz u stóp góry…

Jeśli Stwór­ca sta­wia swe­mu ludo­wi wyma­ga­nia, to choć mógł­by wła­ści­wą i ocze­ki­wa­ną posta­wę wymu­sić – wszak jest wszech­moc­ny – nie robi tego. Prze­ciw­nie, ocze­ku­je na decy­zję czło­wie­ka, decy­zję ludu. Posy­ła Moj­że­sza, wybra­ne­go posłań­ca, któ­ry w Jego imie­niu prze­ma­wia, lecz wszyst­ko pro­wa­dzi tak, by lud – świa­do­my swej wol­no­ści – pod­jął decy­zję i dopie­ro wte­dy sło­wo przy­ka­zań jest zobo­wią­zu­ją­ce. Nie­ste­ty, lud szyb­ko zapo­mniał o swo­im zobo­wią­za­niu. Nie­ste­ty, my rów­nież zbyt łatwo zapo­mi­na­my o swo­ich zobo­wią­za­niach wobec Pana.

ks. Roman Sła­weń­ski