Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Sztafeta

Sztafeta/rys. J.Socha

Zosta­wi­li nam nie­pi­sa­ny testa­ment, zawar­ty w trzech sło­wach: „Bóg, Honor, Ojczy­zna”. Wal­czy­li w sze­re­gach Pol­skie­go Pań­stwa Pod­ziem­ne­go od 1939 roku, gdy pań­stwo pol­skie znik­nę­ło z mapy Euro­py. Wyklę­tym-Nie­złom­nym nie było dane po zakoń­cze­niu woj­ny na Zacho­dzie w maju 1945 roku cie­szyć się odzy­ska­nym pań­stwem ‒ w prze­ci­wień­stwie do poko­le­nia ich ojców i dzia­dów, któ­rzy nie­pod­le­gło­ści docze­ka­li. Zazna­li nie­opi­sa­nych cier­pień z rąk sowiec­kich opraw­ców i ich pojęt­nych pol­skich uczniów z poli­cji poli­tycz­nej.

Od 1944 roku bili się o każ­dy skra­wek wol­nej od Sowie­tów zie­mi ‒ wte­dy mie­li jesz­cze złud­ną nadzie­ję na wybuch woj­ny Zacho­du z ZSRS. Moskwa, któ­ra 22 lip­ca 1945 roku powo­ła­ła do życia Tym­cza­so­wy Rząd Jed­no­ści Naro­do­wej, chcia­ła za wszel­ką cenę prze­ko­nać Zachód, że życie toczy się nor­mal­nym try­bem, a naród odbu­do­wu­je pań­stwo. Prze­czy­ły temu fak­ty: par­ty­zant­ka anty­ko­mu­ni­stycz­na nie zło­ży­ła bro­ni, a żoł­nie­rze NKWD i Kor­pu­su Bez­pie­czeń­stwa Wewnętrz­ne­go, ubow­cy i mili­cjan­ci wciąż ginę­li. Wła­dza się­gnę­ła po pod­stęp­ny spo­sób: 2 sierp­nia 1945 roku obie­ca­ła swo­im wro­gom „wyba­cze­nie” przy­na­leż­no­ści do orga­ni­za­cji pod­po­rząd­ko­wa­nych Rzą­do­wi RP na Uchodź­stwie. Pod­czas trwa­ją­cej do 15 paź­dzier­ni­ka „akcji amne­styj­nej” na UB zgło­si­ło się 34 tys. zmę­czo­nych woj­ną ludzi, co uszczu­pli­ło siły pod­zie­mia, a ponad­to pozwo­li­ło bez­pie­ce, na pod­sta­wie wydar­tych bestial­ski­mi meto­da­mi infor­ma­cji, stwo­rzyć ogrom­ną bazę danych ‒ mapę pod­zie­mia.

Ponie­waż w kra­ju wciąż wal­czy­ły leśne oddzia­ły, 22 lute­go 1947 roku zwy­cięz­cy ogło­si­li po raz wtó­ry daro­wa­nie „win” w zamian za zgło­sze­nie się na UB. Ludziom, któ­rzy mie­li za sobą lata w zie­mian­kach, dano dwa mie­sią­ce do namy­słu. Czło­wiek zaszczu­ty, prze­ła­maw­szy wszyst­kie opo­ry przed odda­niem się w ręce bez­pie­ki, odpo­wia­dał bez namy­słu na pyta­nia w prze­ko­na­niu, że czy­ni zadość for­mal­no­ści. Po powro­cie do domu orien­to­wał się, że jest obser­wo­wa­ny, a po jakimś cza­sie wra­cał na UB z zarzu­tem zata­je­nia praw­dy. Według źró­deł lon­dyń­skich ujaw­ni­ło się 55,2 tys. żoł­nie­rzy, z wię­zień zwol­nio­no pra­wie 18 tys. ska­za­nych, zaś pra­wie 6 tys. zmniej­szo­no kary.

W lesie zosta­ło tyl­ko oko­ło 2 tys. tych, któ­rzy wybra­li żoł­nier­ską śmierć. „Pol­ska tonie w czer­wo­nej powo­dzi… Tonie­my, a nadzie­ja, któ­rej się chwy­ta­my, jest przy­sło­wio­wą brzy­twą” – zapi­sał Zdzi­sław Broń­ski „Uskok” w swo­im dzien­ni­ku 1 maja 1949 roku. Po 1945 roku miał pod swo­imi roz­ka­za­mi całe pod­zie­mie WiN-owskie w Lubar­tow­skiem. Pod­le­gał słyn­ne­mu na Lubelsz­czyź­nie komen­dan­to­wi Zrze­sze­nia „Wol­ność i Nie­za­wi­słość”, Hie­ro­ni­mo­wi Deku­tow­skie­mu „Zapo­rze”. Od 1947 roku, gdy więk­szość jego towa­rzy­szy zgi­nę­ła w wal­ce i katow­niach, ukry­wał się w schro­nie ziem­nym. Tak prze­trwał dwa lata ‒ do dnia, gdy oto­czo­ny przez woj­sko, wysa­dził się gra­na­tem.

Pamięć ojców nie­śli syno­wie. Adam Broń­ski sła­bo ojca pamię­tał ‒ podob­nie jak syn Józe­fa Fran­cza­ka „Lal­ka”, któ­ry ukry­wał się do 1963 roku i zgi­nął w zasadz­ce ZOMO oraz SB, ostrze­li­wu­jąc się do koń­ca. Dwu­krot­nie wię­zio­ny jako dziec­ko syn Anto­nie­go Żubry­da „Zucha” oraz jego żony Jani­ny, zastrze­lo­nych przez agen­ta Jerze­go Vau­li­na w 1946 roku, spra­wie­dli­wo­ści nie docze­kał ‒ podob­nie jak inne dzie­ci Nie­złom­nych-Wyklę­tych. Janusz Nie­miec, bo takie nazwi­sko nosił, spo­tkał się po kil­ku­dzie­się­ciu latach z mor­der­cą i usły­szał od nie­go: „Czy dostał pan odszko­do­wa­nie za śmierć rodzi­ców? Bo jeże­li tak, może mi pan być wdzięcz­ny”. Postę­po­wa­nie prze­ciw­ko Vau­li­no­wi zosta­ło w 2002 roku umo­rzo­ne „z powo­du przedaw­nie­nia”. To tyl­ko drob­ny przy­czy­nek do dys­ku­sji o potrze­bie refor­my sądow­nic­twa w Pol­sce.

Anna Zechen­ter