Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Ten film trzeba koniecznie zobaczyć!

Nieplanowane

Film „Nie­pla­no­wa­ne”, któ­ry wszedł do pol­skich kin, powi­nien obej­rzeć każ­dy, kto chce poznać praw­dę o zabi­ja­niu nie­na­ro­dzo­nych ludzi. Praw­dę o tym, co mie­ści się w nie­win­nie brzmią­cym sło­wie: abor­cja. O abor­cji mówi się i pisze bar­dzo wie­le, ale to obco brzmią­ce sło­wo na pew­no nie odda­je sed­na spra­wy.

Ter­min „nie­pla­no­wa­ne” jest bar­dziej wyra­zi­sty. Sam przez się wska­zu­je na waż­ną oko­licz­ność, że w ludz­kiej prze­strze­ni byto­wej poja­wił się w peł­ni swej obec­no­ści ktoś, kto nie był zapla­no­wa­ny. Wie­my, co nie­kie­dy ozna­cza wizy­ta nie­za­pla­no­wa­ne­go gościa, gdy  mamy do czy­nie­nia z pew­ną nie­zręcz­no­ścią i dys­kom­for­tem. Poja­wia się nowy czło­wiek, któ­ry sta­je się dla kogoś nie­ocze­ki­wa­nym kło­po­tem. Zasko­cze­ni, naj­pierw sta­wia­my sobie pyta­nie: jak wyjść z tego kło­po­tu? Czę­sto też poja­wia­ją się inni ludzie, któ­rzy wkra­cza­ją do spra­wy, by pomóc się z nim upo­rać.

Film „Nie­pla­no­wa­ne” uka­zu­je ludz­ki dra­mat poprzez histo­rię Abby John­son, któ­ra jako dyrek­tor w kli­ni­ce Plan­ned Paren­tho­od mogła z bli­ska doświad­czać, czym jest abor­cja i jakie z sobą nie­sie kon­se­kwen­cje. Mogła tak­że naocz­nie prze­śle­dzić sam zabieg. W wyni­ku tych doświad­czeń i zwią­za­nych z nimi doznań zre­zy­gno­wa­ła z bar­dzo intrat­ne­go sta­no­wi­ska i prze­szła na stro­nę obroń­ców życia. Oczy­wi­ście film poka­zu­je dra­mat jed­nej kobie­ty, któ­ra pod­da­ła się abor­cji dwu­krot­nie. W tle pozo­sta­ją jed­nak dal­sze 22 tysią­ce nie­na­ro­dzo­nych, zabi­tych dzie­ci, na któ­rych abor­cję pod­pi­sa­ła zgo­dę. Roz­ter­ka jej sumie­nia bar­dzo wyra­zi­ście poka­zu­je siłę, któ­ra mimo wszyst­ko jest obec­na w ser­cu zwy­czaj­nych ludzi. Czło­wiek, choć nie zawsze zna szcze­gó­ły sztu­ki zabi­ja­nia nie­na­ro­dzo­nych, ma jed­nak wyczu­cie moral­ne i wraż­li­wość odczu­wa­nia praw­dzi­wej isto­ty wyda­rzeń. Jak­że zna­czą­ce jest pyta­nie zada­ne w fil­mie dziew­czy­nie chcą­cej doko­nać abor­cji: dla­cze­go na ekra­nie kom­pu­te­ra nie poka­żą ci zdję­cia two­je­go dziec­ka? Bo wte­dy byś go już nie chcia­ła zabić! Celem kli­ni­ki jest jed­nak zabić, aby zaro­bić wię­cej pie­nię­dzy. To jest wręcz prze­mysł abor­cyj­ny, czy­li prze­mysł zabi­ja­nia. Ci prze­my­słow­cy uda­ją­cy leka­rzy chro­nią swój biz­nes i nie prze­ba­cza­ją zdra­dy, ata­ków. Mają naj­lep­szych praw­ni­ków, mogą każ­de­go znisz­czyć i dopro­wa­dzić do ska­za­nia. Ci ludzie nie wie­dzą, co to prze­ba­cze­nie.

W fil­mie pada jed­nak waż­ne zda­nie: Bóg prze­ba­cza, bo jest Bogiem. To waż­ne dla czło­wie­ka, któ­ry popeł­nia grzech. W Koście­le kato­lic­kim w tle poja­wia się sakra­ment spo­wie­dzi i prze­ba­cze­nia.

Chciał­bym podzie­lić się reflek­sją, któ­ra poja­wi­ła się przy tym fil­mie. Kodeks Pra­wa Kano­nicz­ne­go z 1917 roku prze­wi­dy­wał, że kto przy­jął­by urząd kata, zacią­gał tzw. nie­pra­wi­dło­wość do przy­ję­cia świę­ceń kapłań­skich, czy­li nie mógł być wyświę­co­ny na księ­dza. Przez samo przy­ję­cie urzę­du kata. I teraz pyta­nie o zawód kata. Czy ci, któ­rzy zabi­ja­ją nie­na­ro­dzo­nych, nie są kata­mi? Kto zabi­ja, wcho­dzi w rolę Kaina, czy­li kata. Pamię­tam, że w 1956 roku, w cza­sach PRL-u, gdy w Pol­sce wpro­wa­dzo­no moż­li­wość prze­ry­wa­nia cią­ży, czy­li zabi­ja­nia nie­na­ro­dzo­nych, byli ludzie, któ­rzy wte­dy mówi­li: ja takie­mu kato­wi nie podam ręki.

Zna­mien­ne, że obec­nie w Pol­sce mamy taką posta­wę wobec… zło­dziei – im tak­że „nie poda­je­my ręki”. Kie­dy pięt­nu­je­my zabi­ja­nie nie­na­ro­dzo­nych, mówi­my wie­le o kobie­tach, któ­re doko­nu­ją abor­cji, mówi­my o męż­czy­znach, któ­rzy dają pie­nią­dze na doko­ny­wa­nie abor­cji, mówi­my tak­że o per­so­ne­lu współ­pra­cu­ją­cym przy wyko­ny­wa­niu zabie­gów, ale jakoś mało mówi się o fachow­cach, któ­rzy zabi­ja­ją i dobrze przy tym zara­bia­ją. Czy nie nale­ża­ło­by zapy­tać, dla­cze­go przy­ję­li urząd kata? Prze­cież fun­da­men­tal­ne pra­wo lekar­skie, zwa­ne przy­się­gą Hipo­kra­te­sa, mówi: Po pierw­sze nie szko­dzić. A zabi­jać?

Się­gnij­my do ency­kli­ki Jana Paw­ła II „Evan­ge­lium vitae”: „(…) tym, kto zosta­je zabi­ty, jest isto­ta ludz­ka u pro­gu życia, a więc isto­ta naj­bar­dziej nie­win­na, jaką w ogó­le moż­na sobie wyobra­zić: nie spo­sób uznać jej za napast­ni­ka, a tym bar­dziej za napast­ni­ka nie­spra­wie­dli­we­go! Jest ona sła­ba i bez­bron­na do tego stop­nia, że jest pozba­wio­na nawet tej zni­ko­mej obro­ny, jaką sta­no­wi dla nowo naro­dzo­ne­go dziec­ka jego bła­gal­ne kwi­le­nie i płacz. Jest cał­ko­wi­cie powie­rzo­na tro­sce i opie­ce tej, któ­ra nosi ją w łonie. Ale cza­sem to wła­śnie ona, mat­ka, podej­mu­je decy­zję i doma­ga się zabój­stwa tej isto­ty, a nawet sama je powo­du­je”. Tam­że: „Wśród wszyst­kich prze­stępstw prze­ciw życiu, jakie czło­wiek może popeł­nić, prze­rwa­nie cią­ży ma cechy, któ­re czy­nią z nie­go wystę­pek szcze­gól­nie poważ­ny i god­ny potę­pie­nia. Sobór Waty­kań­ski II okre­śla je wraz z dzie­cio­bój­stwem jako okrop­ne prze­stęp­stwa” (EV, 58).

ks. inf. Ire­ne­usz Sku­biś