Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Trzeci Tydzień Wielkiego Postu 16 – 21 III 2020

Żywa woda

NIEDZIELA: Wj 17,3–7; Rz 5,1–2.5–8

Ewan­ge­lia J 4,5–15.19b–26.39a.40–42

Roz­mo­wa z Sama­ry­tan­ką o wodzie żywej. Jezus przy­był do mia­stecz­ka sama­ry­tań­skie­go, zwa­ne­go Sychar, w pobli­żu pola, któ­re Jakub dał syno­wi swe­mu, Józe­fo­wi. Było tam źró­dło Jaku­ba. Jezus zmę­czo­ny dro­gą sie­dział sobie przy stud­ni. Było to oko­ło szó­stej godzi­ny. Nade­szła tam kobie­ta z Sama­rii, aby zaczerp­nąć wody. Jezus rzekł do niej: Daj Mi pić. Jego ucznio­wie bowiem uda­li się przed­tem do mia­sta dla zaku­pie­nia żyw­no­ści. Na to rze­kła do Nie­go Sama­ry­tan­ka: Jak­żeż Ty będąc Żydem pro­sisz mnie, Sama­ry­tan­kę, bym Ci dała się napić? Żydzi bowiem nie utrzy­mu­ją sto­sun­ków z Sama­ry­ta­na­mi. Jezus odpo­wie­dział jej na to: O, gdy­byś zna­ła dar Boży i wie­dzia­ła, kim jest Ten, kto ci mówi: „Daj Mi się napić”, pro­si­ła­byś Go wów­czas, a dał­by ci wody żywej. Powie­dzia­ła do Nie­go kobie­ta: Panie, nie masz czer­pa­ka, a stud­nia jest głę­bo­ka. Skąd­że więc weź­miesz wody żywej? Czy Ty jesteś więk­szy od ojca nasze­go Jaku­ba, któ­ry dał nam tę stud­nię, z któ­rej pił i on sam, i jego syno­wie, i jego bydło? W odpo­wie­dzi na to rzekł do niej Jezus: Każ­dy, kto pije tę wodę, znów będzie pra­gnął. Kto zaś będzie pił wodę, któ­rą Ja mu dam, nie będzie pra­gnął na wie­ki, lecz woda, któ­rą Ja mu dam, sta­nie się w nim źró­dłem wody wytry­sku­ją­cej ku życiu wiecz­ne­mu. Rze­kła do Nie­go kobie­ta: Daj mi tej wody, abym już nie pra­gnę­ła i nie przy­cho­dzi­ła tu czer­pać. Widzę, że jesteś pro­ro­kiem. Ojco­wie nasi odda­wa­li cześć Bogu na tej górze, a wy mówi­cie, że w Jero­zo­li­mie jest miej­sce, gdzie nale­ży czcić Boga.Odpowiedział jej Jezus: Wierz Mi, nie­wia­sto, że nad­cho­dzi godzi­na, kie­dy ani na tej górze, ani w Jero­zo­li­mie nie będzie­cie czci­li Ojca. Wy czci­cie to, cze­go nie zna­cie, my czci­my to, co zna­my, ponie­waż zba­wie­nie bie­rze począ­tek od Żydów. Nad­cho­dzi jed­nak godzi­na, owszem, już jest, kie­dy to praw­dzi­wi czci­cie­le będą odda­wać cześć Ojcu w Duchu i praw­dzie, i takich to czci­cie­li chce mieć Ojciec. Bóg jest duchem; potrze­ba więc, by czci­cie­le Jego odda­wa­li Mu cześć w Duchu i praw­dzie.

Rze­kła do Nie­go kobie­ta: Wiem, że przyj­dzie Mesjasz, zwa­ny Chry­stu­sem. A kie­dy On przyj­dzie, obja­wi nam wszyst­ko. Powie­dział do niej Jezus: Jestem Nim Ja, któ­ry z tobą mówię. Wie­lu Sama­ry­tan z owe­go mia­sta zaczę­ło w Nie­go wie­rzyć dzię­ki sło­wu kobie­ty. Kie­dy więc Sama­ry­ta­nie przy­by­li do Nie­go, pro­si­li Go, aby u nich pozo­stał. Pozo­stał tam zatem dwa dni. I o wie­le wię­cej ich uwie­rzy­ło na Jego sło­wo, a do tej kobie­ty mówi­li: Wie­rzy­my już nie dzię­ki twe­mu opo­wia­da­niu, na wła­sne bowiem uszy usły­sze­li­śmy i jeste­śmy prze­ko­na­ni, że On praw­dzi­wie jest Zba­wi­cie­lem świa­ta.

Spo­tka­nie przy stud­ni Jaku­ba kry­je w sobie sze­reg sym­bo­licz­nych zna­czeń. Jezus jest zmę­czo­ny. Na pierw­szy rzut oka to On potrze­bu­je pomo­cy. Nie jest jak kie­dyś Jakub, któ­ry poka­zał swo­ją siłę, gdy obro­nił przy stud­ni kobie­ty. Albo jak Moj­żesz. Jezus sam pro­si o wodę. To w grun­cie rze­czy jest proś­ba o ludz­kie ser­ce. Sama­ry­tan­ka, któ­rą Pan spo­ty­ka przy stud­ni, znaj­du­je się w skom­pli­ko­wa­nej sytu­acji życio­wej. Proś­ba Jezu­sa jest zachę­tą, by kobie­ta dopu­ści­ła Go do swych tajem­nic. I powo­li tak się dzie­je. I wów­czas nastę­pu­je zmia­na: Jezus, oka­zu­je się, ma coś wyjąt­ko­we­go – to woda, któ­ra daje życie. Ten dia­log Pan pro­wa­dzi z każ­dym z nas. Począt­ko­wo pro­wo­ku­je swo­ją sła­bo­ścią, byśmy opo­wie­dzie­li Mu wszyst­ko o sobie. A wów­czas wydo­by­wa dar, któ­ry jest roz­wią­za­niem naszych trud­nych sytu­acji.

PONIEDZIAŁEK 2 Krl 5,1–15a; Łk 4,24–30

Sło­wo Boże: Zapraw­dę, powia­dam wam: Żaden pro­rok nie jest mile widzia­ny w swo­jej ojczyź­nie. Napraw­dę mówię wam: Wie­le wdów było w Izra­elu za cza­sów Elia­sza, kie­dy nie­bo pozo­sta­wa­ło zamknię­te przez trzy lata i sześć mie­się­cy…, a Eliasz do żad­nej z nich nie został posła­ny, tyl­ko do owej wdo­wy w Sarep­cie Sydoń­skiej.

Naród wybra­ny, Żydzi – mają świa­do­mość, że są wybra­ni. Bóg wyróż­nił ich spo­śród innych naro­dów. Nic dziw­ne­go że zabo­la­ły ich sło­wa Jezu­sa o pro­ro­ku, któ­ry pomi­nął kobie­ty izra­el­skie, a poszedł do wdo­wy pogań­skiej i tej oka­zał pomoc. Wszyst­ko po to, by zro­zu­mie­li, że nie mogą łaski Bożej zawłasz­czyć dla sie­bie. Stwór­ca swo­ją miło­ścią obej­mu­je każ­de­go czło­wie­ka. Nie wol­no odma­wiać komuś pra­wa do Boże­go bło­go­sła­wień­stwa tyl­ko dla­te­go, że jest z innej gru­py. Prze­ciw­nie, ciesz­my się każ­dym, kto przyj­mu­je dar Boży.

WTOREK Dn 3,25.34–43; Mt 18,21–35

Sło­wo Boże: Wte­dy pan jego, wezwaw­szy go, rzekł mu: „Słu­go nie­go­dzi­wy, daro­wa­łem ci cały ten dług, ponie­waż mnie pro­si­łeś. Czyż więc i ty nie powi­nie­neś był uli­to­wać się nad swo­im współ­słu­gą, jak ja uli­to­wa­łem się nad tobą?”. I unió­sł­szy się gnie­wem, pan jego kazał wydać go katom.

Nie mamy wąt­pli­wo­ści co do tego, że nale­ży zacho­wy­wać zasa­dy spra­wie­dli­wo­ści. I jako oczy­wi­ste przyj­mu­je­my zasa­dę rów­nej odpła­ty za wyrzą­dzo­ną szko­dę, za poży­czo­ne pie­nią­dze, za zaku­pio­ne dobra. Lecz Jezus poka­zu­je dzi­siaj spra­wie­dli­wość – a raczej spra­wie­dli­wość Ducha, bo uczy nas jej Duch Boży. Ta nowa spra­wie­dli­wość uwzględ­nia pod­sta­wo­wy fakt: nasz Stwór­ca udzie­la wszyst­kim swej łaski w obfi­to­ści, w nad­mia­rze, ponad nasze zasłu­gi. Jako dzie­ci Boga za nor­mę win­ni­śmy przy­jąć zasa­dę prze­ba­cze­nia naszym wino­waj­com.

ŚRODA Pwt 4,1.5–9; Mt 5,17–19

Sło­wo Boże: Nie sądź­cie, że przy­sze­dłem znieść Pra­wo albo Pro­ro­ków. Nie przy­sze­dłem znieść, ale wypeł­nić. Zapraw­dę bowiem powia­dam wam: Dopó­ki nie­bo i zie­mia nie prze­mi­ną, ani jed­na jota, ani jed­na kre­ska nie zmie­ni się w Pra­wie, aż się wszyst­ko speł­ni.

Nie­któ­rzy widzą w Jezu­sie rewo­lu­cjo­ni­stę, któ­ry zmie­nił wcze­śniej­sze naucza­nie pro­ro­ków. Tym­cza­sem Pan nie ma zamia­ru wpro­wa­dzać rewo­lu­cji w tym, co dotych­czas mówił Bóg swe­mu naro­do­wi. Jego misja jest jasna – przy­był wypeł­nić odwiecz­ne Boże zamie­rze­nia. Owszem, to speł­nie­nie jest rady­kal­ne, jak żad­ne inne wcze­śniej­sze dzia­ła­nie Boga, ale dobrze wpi­su­je się w całość zbaw­cze­go pla­nu. Bogu nie moż­na odmó­wić kon­se­kwen­cji. Jest peda­go­giem, któ­ry stop­nio­wo pro­wa­dzi ludz­kość, czło­wie­ka, ku speł­nie­niu.

CZWARTEK 2 Sm 7,4–5a.12–14a.16; Rz 4,13.16–18.22; Mt 1,16.18–24a

UROCZYSTOŚĆ ŚW. JÓZEFA

Sło­wo Boże: Mąż Jej, Józef, któ­ry był czło­wie­kiem pra­wym i nie chciał nara­zić Jej na znie­sła­wie­nie, zamie­rzał odda­lić Ją pota­jem­nie. Gdy powziął tę myśl, oto anioł Pań­ski uka­zał mu się we śmie i rzekł: „Józe­fie, synu Dawi­da, nie bój się wziąć do sie­bie Maryi, twej Mał­żon­ki”.

Co dopie­ro doko­na­ły się zaślu­bi­ny. Józef jest zasko­czo­ny brze­mien­no­ścią swej Mał­żon­ki. Ten pra­wy czło­wiek szu­ka naj­lep­sze­go wyj­ścia. To natu­ral­ny odruch czło­wie­ka, któ­ry wobec nowej, nie­zna­nej  sytu­acji miał już swój pomysł. Ale oto z innym roz­wią­za­niem przy­cho­dzi sam Stwór­ca. Józef sły­szy wyraź­ne pole­ce­nie, by pozo­stał przy Maryi i wziął odpo­wie­dzial­ność za Nią i Jej Dziec­ko. Nad­to sły­szy sło­wa umoc­nie­nia. Nie ma w tym obiet­ni­cy łatwe­go życia. Jest nato­miast obiet­ni­ca Boże­go bło­go­sła­wień­stwa. War­to zatem słu­chać tego, co mówi Pan.

PIĄTEK Oz 14,2–10; Mk 12,28b–34

Sło­wo Boże: Rzekł Mu uczo­ny w Piśmie: „Bar­dzo dobrze, Nauczy­cie­lu, słusz­nie powie­dzia­łeś, bo Jeden jest i nie ma inne­go prócz Nie­go. Miło­wać Go całym ser­cem, całym umy­słem i całą mocą i miło­wać bliź­nie­go jak sie­bie same­go dale­ko wię­cej zna­czy niż wszyst­kie cało­pa­le­nia i ofia­ry”.

Wie­lo­krot­nie opi­nia Ewan­ge­li­stów o uczo­nych w Piśmie jest jed­no­znacz­nie nega­tyw­na. Byli bowiem sta­ły­mi kry­ty­ka­mi Jezu­sa. I oto jeden z tego gro­na, pozba­wio­ny uprze­dzeń odkrył, że z Jezu­sem moż­na się poro­zu­mieć, a nawet z Nim zgo­dzić. Bo jeśli ceni się miłość, praw­dę i dobrze rozu­mie kon­se­kwen­cje wia­ry, moż­na się zna­ko­mi­cie poro­zu­mieć. Tego doświad­czył uczo­ny w Piśmie, bo wyszedł ponad roz­po­wszech­nio­ne uprze­dze­nia. Dro­ga do poro­zu­mie­nia podą­ża śla­dem wyzna­czo­nym przez miłość i praw­dę. Innej nie znaj­dzie­my.

SOBOTA Oz 6,1–6; Łk 18,9–14

Sło­wo Boże: Dwóch przy­szło do świą­ty­ni, żeby się modlić, jeden fary­ze­usz, a dru­gi cel­nik. Fary­ze­usz sta­nął i tak w duszy się modlił: „Boże, dzię­ku­ję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdzier­cy, nie­spra­wie­dli­wi, cudzo­łoż­ni­cy, albo jak ten cel­nik. Zacho­wu­ję post dwa razy w tygo­dniu, daję dzie­się­ci­nę…”.

Jezus zesta­wia posta­wę fary­ze­usza i cel­ni­ka. I nie cho­dzi tu jedy­nie o modli­twę, lecz o ducho­wą posta­wę. Wobec Boga, wobec innych i wobec same­go sie­bie. Fary­ze­usz wyzna­je swo­je zasłu­gi. Czy jest w tym coś nagan­ne­go?  Nie, bo mistrzo­wie życia ducho­we­go zachę­ca­ją nas, by widzieć dobro nasze­go życia. Gdzie zatem leży pro­blem? Fary­ze­usz odkry­wa­jąc owo dobro nie wszedł na dro­gę wdzięcz­no­ści, a zatem sobie przy­pi­sał zasłu­gi. Nad­to poni­żał swe­go bra­ta, przy­pi­su­jąc mu grze­chy. To nie może być miłe Bogu.

ks. Roman Sła­weń­ski