Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Trzeci Tydzień Zwykły 28 I – 2 II 2019

Chrystus nauczający w Kafarnaum

NIEDZIELA: Ne 8,1–4a.5–6.8–10; 1 Kor 12,12–30

Ewan­ge­lia Łk 1,1–4;4,14–21

Sło­wa Pisma speł­ni­ły się na Chry­stu­sie

Wie­lu już sta­ra­ło się uło­żyć opo­wia­da­nie o zda­rze­niach, któ­re się doko­na­ły pośród nas, tak jak je prze­ka­za­li ci, któ­rzy od począt­ku byli naocz­ny­mi świad­ka­mi i słu­ga­mi sło­wa. Posta­no­wi­łem więc i ja zba­dać dokład­nie wszyst­ko od pierw­szych chwil i opi­sać ci po kolei, dostoj­ny Teo­fi­lu, abyś się mógł prze­ko­nać o cał­ko­wi­tej pew­no­ści nauk, któ­rych ci udzie­lo­no.

W owym cza­sie:

Jezus powró­cił w mocy Ducha do Gali­lei, a wieść o Nim roze­szła się po całej oko­li­cy. On zaś nauczał w ich w syna­go­gach, wysła­wia­ny przez wszyst­kich.

Przy­szedł rów­nież do Naza­re­tu, gdzie się wycho­wał. W dzień sza­ba­tu udał się swo­im zwy­cza­jem do syna­go­gi i powstał, aby czy­tać. Poda­no Mu księ­gę pro­ro­ka Iza­ja­sza. Roz­wi­nąw­szy księ­gę natra­fił na miej­sce, gdzie było napi­sa­ne:

Duch Pań­ski spo­czy­wa na Mnie, ponie­waż Mnie nama­ścił i posłał Mnie, abym ubo­gim niósł dobrą nowi­nę, więź­niom gło­sił wol­ność, a nie­wi­do­mym przej­rze­nie; abym uci­śnio­nych odsy­łał wol­nych, abym obwo­ły­wał rok łaski od Pana.

Zwi­nąw­szy księ­gę oddał słu­dze i usiadł; a oczy wszyst­kich w syna­go­dze były w Nim utkwio­ne. Począł więc mówić do nich: Dziś speł­ni­ły się te sło­wa Pisma, któ­re­ście sły­sze­li.

Roz­wa­ża­nie: Ewan­ge­li­sta Łukasz roz­po­czy­na­jąc swą pra­cę nad opi­sem życia Jezu­sa zazna­cza, że wie­lu już podej­mo­wa­ło tego typu wysi­łek. On nie jest pierw­szym. Czy może już ostat­ni? Też nie. Chro­no­lo­gicz­nie rzecz bio­rąc póź­niej jesz­cze swój tekst napi­sał Jan. Ale prze­cież nie na Janie koń­czy się opo­wieść o życiu Pana. Tę opo­wieść wciąż na nowo two­rzy każ­de poko­le­nie chrze­ści­jan. I nie jest to żad­na kon­fa­bu­la­cja. Jest to nato­miast żywa opo­wieść o Zba­wi­cie­lu, któ­ry przy­szedł do tego poko­le­nia, któ­re dziś słu­cha Ewan­ge­lii. Bo to poko­le­nie Pan pra­gnie zapro­sić na dro­gę wia­ry, pra­gnie objąć mocą swej odku­pień­czej ofia­ry, pra­gnie dopro­wa­dzić do zba­wie­nia. A dzie­je się tak wów­czas, gdy Ewan­ge­lia sta­je się kształ­tem nasze­go życia. Poszcze­gól­ny­mi decy­zja­mi, czy­na­mi i pra­gnie­nia­mi na nowo pisze­my Ewan­ge­lię. Oby­śmy tyl­ko zacho­wa­li praw­dzi­wość pouczeń, prze­ka­za­nych nam przez świad­ków.

PONIEDZIAŁEK Hbr 9,15.24–28; Mk 3,22–30

 Sło­wo Boże: Chry­stus bowiem wszedł nie do świą­ty­ni zbu­do­wa­nej ręka­mi ludz­ki­mi, będą­cej odbi­ciem praw­dzi­wej świą­ty­ni, ale do same­go nie­ba, aby teraz wsta­wiać się za nami przed obli­czem Boga, ani nie po to, aby się wie­lo­kroć sam miał ofia­ro­wać, jak arcy­ka­płan, któ­ry co roku wcho­dzi do świą­ty­ni z krwią cudzą…

Czy moż­na zro­zu­mieć war­tość Jezu­so­wej ofia­ry? Gdy dla nas, żyją­cych w świe­cie, któ­ry eli­mi­nu­je ze swe­go języ­ka poję­cie ofia­ry, któ­ry odrzu­ca posta­wę ofia­ry, nie uzna­jąc jej war­to­ści, mówie­nie o wyrze­cze­niu sta­je się trud­ne, autor natchnio­ny zwra­ca się do Żydów, by zoba­czy­li wyjąt­ko­wość tego, co uczy­nił Jezus. Porów­nu­jąc czyn Jezu­sa z tym, co czy­ni­li arcy­ka­pła­ni, moż­na w jakimś stop­niu odkryć nie­po­wta­rzal­ność i abso­lut­ną nie­po­rów­ny­wal­ność z niczym innym tego, co sta­ło się na krzy­żu. Nie­ustan­nie dzię­kuj­my Jezu­so­wi za to, co dla nas uczy­nił.

WTOREK Hbr 10,1–10; Mk 3,31–35

Sło­wo Boże: Nie­moż­li­we jest bowiem, aby krew ciel­ców i kozłów usu­wa­ła grze­chy. Prze­to Chry­stus, przy­cho­dząc na świat, mówi: „Ofia­ry ani daru nie chcia­łeś, ale Mi utwo­rzy­łeś cia­ło; cało­pa­le­nia i ofia­ry za grzech nie podo­ba­ły się Tobie. Wte­dy rze­kłem: Oto idę – w zwo­ju księ­gi napi­sa­no o Mnie – aby speł­nić wolę Two­ją, Boże”.

Żydzi przy­zwy­cza­je­ni byli do skła­da­nia ofiar ze zwie­rząt. Wszak sam Bóg tego ocze­ki­wał. Ale to, cze­go Bóg zażą­dał kie­dyś, było cie­niem tej rze­czy­wi­sto­ści, któ­ra mia­ła się dopie­ro obja­wić, czy­li tego, co w zamy­śle Stwór­cy miał doko­nać Jezus. Zba­wi­ciel sie­bie uczy­nił ofia­rą. Lecz zanim zawisł na krzy­żu jak pas­chal­ny Bara­nek, każ­dym poru­sze­niem swe­go Ser­ca speł­niał wolę Ojca. I to jest dro­ga naszej ofia­ry. Dzień za dniem nazna­czo­ny pra­gnie­niem, by słu­żyć Ojcu, czy­ni nasze życie ofia­rą wiel­bią­cą Boga. Pro­śmy o to pokor­nie każ­de­go dnia.

ŚRODA  Hbr 10,11–18; Mk 4,1–20

Sło­wo Boże: Zło­żyw­szy raz na zawsze jed­ną ofia­rę za grze­chy, zasiadł po pra­wi­cy Boga, ocze­ku­jąc tyl­ko, „aż nie­przy­ja­cie­le Jego sta­ną się pod­nóż­kiem pod Jego sto­py”. Jed­ną bowiem ofia­rą udo­sko­na­lił na wie­ki tych, któ­rzy są uświę­ca­ni. Daje nam zaś świa­dec­two Duch Świę­ty, sko­ro powie­dział: „Nadam pra­wa moje w ich ser­cach…”.

Kolej­ne chle­by na ołta­rzu, kolej­ne zwie­rzę­ta na sto­sie. To była rze­czy­wi­stość sta­ro­te­sta­men­tal­na. Z chwi­lą przyj­ścia Jezu­sa ten stru­mień został defi­ni­tyw­nie zakoń­czo­ny. Wszyst­kie owe ofia­ry mia­ły przy­go­to­wać naród do zro­zu­mie­nia, czym jest ofia­ra Jezu­sa. Ofia­ra Chry­stu­sa bowiem to oce­an, nie spo­sób go ogar­nąć. Tej ofia­ry nic nie musi dopeł­niać. Ale jak do oce­anu wpły­wa­ją wody wie­lu rzek, a oce­an nie­zmien­nie pozo­sta­je oce­anem, tak z ofia­rą Chry­stu­sa mogą łączyć ofia­ry poszcze­gól­nych osób. I to wody oce­anu nio­są wil­goć, któ­ra zasi­la rze­ki.

CZWARTEK Hbr 10,19–25; Mk 4,21–25

Sło­wo Boże: Trzy­maj­my się nie­wzru­sze­nie nadziei, któ­rą wyzna­je­my, bo god­ny zaufa­nia jest Ten, któ­ry dał obiet­ni­cę. Troszcz­my się o sie­bie wza­jem­nie, by się zachę­cać do miło­ści i do dobrych uczyn­ków. Nie opusz­czaj­my naszych wspól­nych zebrań, jak to się sta­ło zwy­cza­jem nie­któ­rych…

Wiem, komu zaufa­łem – może powie­dzieć każ­dy chrze­ści­ja­nin. Jezus zasłu­gu­je na cał­ko­wi­te zaufa­nie. Co kry­je się za sło­wem zaufa­nie? Rzecz pole­ga na tym, by uznać jako coś nie­wzru­sze­nie pew­ne­go, obiet­ni­ce, któ­re nam dał. I to każ­de­mu oso­bi­ście, począw­szy od Chrztu św. Nie spo­sób pomi­nąć tu pyta­nia: czy wie­my, jakie obiet­ni­ce otrzy­ma­li­śmy od Jezu­sa? Czy ocze­ku­je­my ich speł­nie­nia? Bo Jezus cze­ka, byśmy pozwo­li­li Mu speł­nić te obiet­ni­ce. Uczest­ni­cząc we Mszy św. oży­wia­my nadzie­ję i syci­my się miło­ścią. Tak Pan speł­nia swe sło­wo.

PIĄTEK Hbr 10,32–39; Mk 4,26–34

Sło­wo Boże: Potrze­bu­je­cie bowiem wytrwa­ło­ści, aby­ście po wypeł­nie­niu woli Bożej dostą­pi­li speł­nie­nia obiet­ni­cy. „Jesz­cze bowiem krót­ka, bar­dzo krót­ka chwi­la, i przyj­dzie Ten, któ­ry ma nadejść i nie spóź­ni się. A mój spra­wie­dli­wy z wia­ry żyć będzie, jeśli się cof­nie, nie znaj­dzie dusza moja w nim upodo­ba­nia”.

Rośli­na w cią­gu jed­ne­go okre­su wege­ta­cyj­ne­go może osią­gnąć wzrost ponad 3 m i być doj­rza­łą, ale czło­wiek potrze­bu­je 20 lat, by osią­gnąć peł­ny wzrost fizycz­ny. W cią­gu kil­ku chwil moż­na zdo­być na lote­rii for­tu­nę. Lecz trze­ba wie­lu lat, by stać się doj­rza­łym czło­wie­kiem. Jedy­nie sztu­ka cier­pli­we­go cze­ka­nia, bez znie­chę­ce­nia dłuż­szym ocze­ki­wa­niem, pozwo­li ujrzeć speł­nie­nie Bożych obiet­nic. Dla­te­go nic dziw­ne­go, że autor natchnio­ny zachę­ca do wytrwa­ło­ści. A w tej posta­wie mie­ści się tak­że odwa­ga. Bo bez niej nie ma praw­dzi­wej wier­no­ści.

SOBOTA Ml 3,1–4; Łk 2,22–40 Świę­to Ofia­ro­wa­nia Pań­skie­go

Sło­wo Boże: Oto Ja wyślę anio­ła mego, aby przy­go­to­wał dro­gę przede Mną, a potem nagle przy­bę­dzie do swej świą­ty­ni Pan, któ­re­go wy ocze­ku­je­cie, i Anioł Przy­mie­rza, któ­re­go pra­gnie­cie. Oto nadej­dzie, mówi Pan Zastę­pów. Ale kto prze­trwa dzień Jego nadej­ścia i kto się ostoi, gdy się uka­że?

Stwór­ca zapo­wia­da swo­je przyj­ście. Tych obiet­nic było wcze­śniej wie­le. Ta jest kolej­ną z nich. Brzmi wyjąt­ko­wo moc­no. Pan dwu­krot­nie potwier­dza wolę przy­by­cia, jak­by chciał usu­nąć wszel­ką wąt­pli­wość. Dla­cze­go? Bo to jest ludz­kie być albo nie być. Zwy­cię­stwo jest wte­dy, gdy zacho­wu­je­my wia­rę. Czło­wiek (nie tyl­ko zresz­tą naszych cza­sów) szcze­gól­nie w spra­wach wia­ry, dość łatwo wcho­dzi na grzą­ski grunt wąt­pie­nia. Tym razem Pan jak­by czu­jąc to, z naci­skiem potwier­dza dane sło­wo. On, Pan, napraw­dę przy­cho­dzi. Dziś.

ks. Roman Sła­weń­ski