Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Trzydziesty Drugi Tydzień Zwykły 11 – 16 XI 2019

Saduceusze, ewangelia Łk. 20,27-38

NIEDZIELA: 2 Mch 7,1–2.9–14; 2 Tes 2,16–3,5

Ewan­ge­lia Łk 20,27–38

Udu­cho­wio­ne życie zmar­twych­wsta­łych

Pode­szło do Jezu­sa kil­ku sadu­ce­uszów, któ­rzy twier­dzą, że nie ma zmar­twych­wsta­nia, i zagad­nę­li Go w ten spo­sób: Nauczy­cie­lu, Moj­żesz tak nam prze­pi­sał: “Jeśli umrze czyjś brat, któ­ry miał żonę, a był bez­dziet­ny, niech jego brat weź­mie wdo­wę i niech wzbu­dzi potom­stwo swe­mu bra­tu”. Otóż było sied­miu bra­ci. Pierw­szy wziął żonę i umarł bez­dziet­nie. Wziął ją dru­gi, a potem trze­ci, i tak wszy­scy pomar­li, nie zosta­wiw­szy dzie­ci. W koń­cu umar­ła ta kobie­ta. Przy zmar­twych­wsta­niu więc któ­re­go z nich będzie żoną? Wszy­scy sied­miu bowiem mie­li ją za żonę. Jezus im odpo­wie­dział: Dzie­ci tego świa­ta żenią się i za mąż wycho­dzą. Lecz ci, któ­rzy uzna­ni są za god­nych udzia­łu w świe­cie przy­szłym i w powsta­niu z mar­twych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wycho­dzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są rów­ni anio­łom i są dzieć­mi Boży­mi, będąc uczest­ni­ka­mi zmar­twych­wsta­nia. A że umar­li zmar­twych­wsta­ją, to i Moj­żesz zazna­czył tam, gdzie jest mowa o krza­ku, gdy Pana nazy­wa “Bogiem Abra­ha­ma, Bogiem Iza­aka i Bogiem Jaku­ba”. Bóg nie jest Bogiem umar­łych, lecz żywych; wszy­scy bowiem dla Nie­go żyją. Praw­da o zmar­twych­wsta­niu nale­ży do tych, któ­re z tru­dem przyj­mu­je ludz­ki umysł. Współ­cze­śni Jezu­so­wi też byli pod tym wzglę­dem podzie­le­ni. Fary­ze­usze przyj­mu­ją tę praw­dę, lecz życie po śmier­ci wyobra­ża­ją sobie nazbyt moc­no według wzor­ców zna­nych nam dobrze z docze­sno­ści. Sadu­ce­usze odrzu­ca­ją zmar­twych­wsta­nie jako rzecz nie­moż­li­wą, któ­rej sprze­ci­wia się rozum. Podob­nie też zacho­wu­je się cała kul­tu­ra hel­le­ni­stycz­na. Tym­cza­sem Pan bar­dzo wyraź­nie pod­kre­śla real­ność zmar­twych­wsta­nia, ale wska­zu­je przy tym, że życie po zmar­twych­wsta­niu jest rady­kal­nie inne niż to, któ­re zna­my. Nasza wia­ra w zmar­twych­wsta­nie jest wzmoc­nio­na zmar­twych­wsta­niem  Jezu­sa. On  pierw­szy prze­szedł tę dro­gę i na tę samą dro­gę zapra­sza każ­de­go ze swych uczniów. Tu trze­ba obu­dzić w swym ser­cu jesz­cze więk­sze zaufa­nie wobec Jezu­sa. Budu­jąc dziś żywą więź z naszym Panem, już jeste­śmy nosi­cie­la­mi ukry­te­go życia, życia wiecz­ne­go, któ­re w peł­ni obja­wi się po przej­ściu przez bra­mę śmier­ci.

PONIEDZIAŁEK Mdr 1,1–7; Łk 17,1–6

Sło­wo Boże: Mądrość nie wej­dzie w duszę prze­wrot­ną, nie zamiesz­ka w cie­le uwi­kła­nym w grzech. Duch Świę­ty uczą­cy kar­no­ści uciek­nie przed obłu­dą, odsu­nie się od nie­mą­drych myśli, wypło­szy Go nadej­ście nie­pra­wo­ści. Mądrość jest bowiem duchem miłu­ją­cym ludzi, ale bluź­nier­cy z powo­du jego warg nie zosta­wi bez kary.

Gdy dziś naszy­mi umy­sła­mi i ser­ca­mi w ogrom­nym stop­niu rzą­dzą media spo­łecz­no­ścio­we, zde­cy­do­wa­nie czę­ściej powin­no poja­wiać się pyta­nie o mądrość. Autor natchnio­ny zwra­ca uwa­gę, że mądrość idzie ramię w ramię z pra­wo­ścią życia. Jaka­kol­wiek prze­wrot­ność i obłu­da są testem, któ­ry powi­nien skło­nić nas do odrzu­ce­nia „mądro­ści” gło­szo­nej przez ludzi. Ale waż­niej­sze jest jesz­cze dru­gie kry­te­rium: mądrość jest dzie­łem Ducha Świę­te­go, któ­ry miłu­je ludzi, ale nie schle­bia im, bo miłu­jąc chce pro­wa­dzić dro­gą praw­dy.

WTOREK Mdr 2,23–3,9; Łk 17,7–10

Sło­wo Boże: Do nie­śmier­tel­no­ści Bóg stwo­rzył czło­wie­ka… A dusze spra­wie­dli­wych są w ręku Boga i nie dosię­gnie ich męka. Zda­ło się oczom głu­pich, że pomar­li, zgon ich poczy­ta­no za nie­szczę­ście i odej­ście od nas za uni­ce­stwie­nie, a oni trwa­ją w poko­ju. Choć nawet w ludz­kim rozu­mie­niu dozna­li kaź­ni, nadzie­ja ich peł­na jest nie­śmier­tel­no­ści.

Czy moż­na nie myśleć o wiecz­no­ści? Tak. Wie­lu wpa­da w pułap­kę myśle­nia wyłącz­nie o tym, co jest tu na zie­mi. Dla­te­go Sło­wo Boże wprost głu­po­tą nazy­wa prze­ko­na­nie, iż wraz ze śmier­cią wszyst­ko się koń­czy. Dziś jed­nak w tym sło­wie Boga cho­dzi o styl życia uwi­docz­nia­ją­cy się w postę­po­wa­niu ludzi dekla­ru­ją­cych wia­rę, a w codzien­no­ści posłu­gu­ją­cych się dobra­mi docze­sny­mi bez licze­nia się z osta­tecz­ną przy­szło­ścią, z życiem wiecz­nym. Mimo wyzna­wa­nej wia­ry zbyt czę­sto pozo­sta­je­my więź­nia­mi trosk docze­snych. I to jest nasza głu­po­ta.

ŚRODA Mdr 6,1–11; Łk 17,11–19

Sło­wo Boże: Nakłoń­cie ucha, wy, co nad wie­lo­ma panu­je­cie i chlu­bi­cie się mno­go­ścią naro­dów, bo od Pana otrzy­ma­li­ście wła­dzę, od Naj­wyż­sze­go pano­wa­nie: On zba­da uczyn­ki wasze i zamy­sły wasze roz­są­dzi. Będąc bowiem słu­ga­mi Jego kró­le­stwa, nie sądzi­li­ście uczci­wie, ani pra­wa nie prze­strze­ga­li­ście.

Wła­dza czę­sto dzia­ła jak nar­ko­tyk. Czło­wiek może być upo­jo­ny moż­li­wo­ścią decy­do­wa­nia o innych.  Dla­te­go nigdy dość przy­po­mi­na­nia, że wła­dza win­na być służ­bą. Tym bar­dziej, gdy dziś wła­dzę otrzy­mu­je się poprzez wybo­ry, wie­lu sądzi, że wystar­czy zro­bić dobre wra­że­nie. I to może się udać. Jed­nak nikt nie unik­nie tej instan­cji, jaką jest sąd Boży. Stwór­ca na pew­no upo­mni się, pyta­jąc kie­dyś: co zro­bi­łeś z wła­dzą, któ­rą otrzy­ma­łeś? I posta­wi to pyta­nie nie tyl­ko mini­strom, posłom czy pre­ze­som… To pyta­nie usły­szy każ­dy.

CZWARTEK Mdr 7,22–8,1; Łk 17,20–25

Sło­wo Boże: Mądrość jest bowiem tchnie­niem mocy Bożej i prze­czy­stym wypły­wem chwa­ły Wszech­moc­ne­go, dla­te­go nic ska­żo­ne­go do niej nie przy­lgnie. Jest odbla­skiem wie­czy­stej świa­tło­ści, zwier­cia­dłem bez ska­zy dzia­ła­nia Boga, obra­zem Jego dobro­ci. Jed­na  jest, a wszyst­ko może, pozo­sta­jąc sobą, wszyst­ko odna­wia.

Jak naucza autor natchnio­ny, mądrość nosi Boskie przy­mio­ty. Ludz­ka mądrość wte­dy jest praw­dzi­wa, gdy pozo­sta­je odbi­ciem odwiecz­nej mądro­ści Bożej. Stąd nie powi­nien dzi­wić zachwyt nad jej pięk­nem. Gdy nad nią medy­tu­je­my, za każ­dym razem odsła­nia coraz to inne obli­cze, uka­zu­ją­ce swą nie­prze­nik­nio­ną głę­bię. Jest czy­sto­ścią umy­słu i ser­ca, jest bez­in­te­re­sow­nym poszu­ki­wa­niem pięk­na. Jej kształ­tem jest tak­że dobroć. Bóg pro­wa­dzo­ny mądro­ścią stwo­rzył cały świat – bo mądrość jest twór­cza. W mądro­ści jest praw­dzi­wa moc – wszyst­ko czy­ni pięk­nym.

PIĄTEK Mdr 13,1–9; Łk 17,26–37

Sło­wo Boże: Głu­pi z natu­ry są wszy­scy ludzie, któ­rzy nie pozna­li Boga; z dóbr widzial­nych nie zdo­ła­li poznać Tego, któ­ry jest, patrząc na dzie­ła nie pozna­li Twór­cy, lecz ogień, wiatr, powie­trze chy­że, gwiaz­dy doko­ła, rwą­cą wodę lub świa­tła nie­bie­skie uzna­li za bóstwa, któ­re rzą­dzą świa­tem.

Nie­ustan­nie korzy­sta­my z róż­ne­go rodza­ju dóbr, któ­re są do naszej dys­po­zy­cji, czę­sto bez więk­sze­go wysił­ku. Wie­lu tra­ci z pola widze­nia Tego, któ­ry to wszyst­ko uczy­nił i oddał w nasze ręce. Zapo­mi­na­jąc o Stwór­cy zaczy­na­ją ser­cem zwra­cać się, jak poga­nie daw­nych wie­ków, ku dzie­łom stwo­rzo­nym – dziś już ina­czej okre­śla­nym, ale wciąż tyl­ko stwo­rze­niom. Nowe kul­ty ota­cza­ją czcią mło­dość i spraw­ność ludz­kie­go cia­ła, natu­rę rozu­mia­ną jako świat przy­ro­dy, zwie­rzę­ta i rośli­ny. To błąd, któ­ry autor biblij­ny nie boi się nazwać głu­po­tą.

SOBOTA Mdr 18,14–16;19,6–9; Łk 18,1–8

Sło­wo Boże: Obłok ocie­nia­ją­cy obóz i suchy ląd ujrza­no, jak się wynu­rzał z wody poprzed­nio sto­ją­cej: dro­ga bez prze­szkód – Morze Czer­wo­ne i pole zie­lo­ne – z burz­li­wej głę­bi­ny. Prze­szli tędy wszy­scy, któ­rych chro­ni­ła Twa ręka, ujrzaw­szy cuda god­ne podzi­wu. Byli jak konie na pastwi­sku i jak baran­ki bry­ka­li, wiel­biąc Cie­bie, Panie.

Autor natchnio­ny po latach wra­ca do minio­nych wyda­rzeń. Nie jest to jed­nak wspo­mnie­nie ludz­kich zacho­wań w tam­tej dra­ma­tycz­nej sytu­acji wyj­ścia z Egip­tu. Dziś to przede wszyst­kim reflek­sja, któ­ra uzmy­sła­wia czło­wie­ko­wi i wyraź­niej opi­su­je cudow­ne dzia­ła­nie Boga. Czę­sto jest bowiem tak, że gdy coś waż­ne­go się dzie­je, nie roz­po­zna­je­my do koń­ca ran­gi zda­rze­nia. Wyda­rze­nia o naj­więk­szym zna­cze­niu dopie­ro z cza­sem odsła­nia­ją swo­ją wiel­kość. Zaczy­na­my dostrze­gać, że Ktoś pro­wa­dził, wspie­rał i ura­to­wał. I wte­dy czymś natu­ral­nym jest rado­sne wiel­bie­nie Boga.

ks. Roman Sła­weń­ski