Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Trzydziesty Tydzień Zwykły 28 X – 2 XI 2019

Wypędzenie przekupniów

NIEDZIELA:  Ez 47, 1–2. 8–9. 12; Ef 2, 19–22

Ewan­ge­lia  J 2, 13–22

Zbli­ża­ła się pora Pas­chy żydow­skiej i Jezus udał się do Jero­zo­li­my. W świą­ty­ni napo­tkał tych, któ­rzy sprze­da­wa­li woły, baran­ki i gołę­bie, oraz sie­dzą­cych za sto­ła­mi ban­kie­rów.
Wów­czas spo­rzą­dziw­szy sobie bicz ze sznur­ków, powy­pę­dzał wszyst­kich ze świą­ty­ni, tak­że baran­ki i woły, poroz­rzu­cał mone­ty ban­kie­rów, a sto­ły powyw­ra­cał. Do tych zaś, któ­rzy sprze­da­wa­li gołę­bie, rzekł: Weź­cie to stąd, a nie rób­cie z domu mego Ojca tar­go­wi­ska. Ucznio­wie Jego przy­po­mnie­li sobie, że napi­sa­no: „Gor­li­wość o dom Twój poże­ra Mnie”. W odpo­wie­dzi zaś na to Żydzi rze­kli do Nie­go: Jakim zna­kiem wyka­żesz się wobec nas, sko­ro takie rze­czy czy­nisz? Jezus dał im taką odpo­wiedź: Zburz­cie tę świą­ty­nię, a Ja w trzech dniach wznio­sę ją na nowo. Powie­dzie­li do Nie­go Żydzi: Czter­dzie­ści sześć lat budo­wa­no tę świą­ty­nię, a Ty ją wznie­siesz w prze­cią­gu trzech dni? On zaś mówił o świą­ty­ni swe­go Cia­ła. Gdy zatem zmar­twych­wstał, przy­po­mnie­li sobie ucznio­wie Jego, że to powie­dział, i uwie­rzy­li Pismu i sło­wu, któ­re wyrzekł.

ROCZNICA POŚWIĘCENIA KOŚCIOŁA WŁASNEGO

Wyrzu­ca­jąc han­dla­rzy zwie­rząt i ban­kie­rów ze świą­ty­ni Jezus doko­nu­je oczysz­cze­nia domu, któ­ry nale­ży do Boga. Nawią­zu­je do pro­roc­twa Zacha­ria­sza, któ­ry zapo­wie­dział oczysz­cze­nie świą­ty­ni w cza­sach mesjań­skich. Tym samym Jezus potwier­dza nadej­ście tych cza­sów i wska­zu­je na swo­je mesjań­skie posłan­nic­two. Rów­no­cze­śnie korzy­sta­jąc z zaist­nia­łej sytu­acji pro­wa­dzi słu­cha­czy ku nowe­mu rozu­mie­niu nad­cho­dzą­cej rze­czy­wi­sto­ści epo­ki mesjań­skiej. Dotych­cza­so­wa świą­ty­nia, sta­no­wiąc cen­trum kul­tu Boże­go, miej­sce skła­da­nia ofiar, wypra­sza­nia łaski Bożej, tak­że miej­sce Bożej obec­no­ści zmie­rza do nie­uchron­ne­go koń­ca. Pro­wo­ka­cyj­ne stwier­dze­nie „zburz­cie tę świą­ty­nię” jest zapo­wie­dzią rze­czy­wi­ste­go zbu­rze­nia tej wspa­nia­łej budow­li. Jest też sym­bo­licz­ną zapo­wie­dzią zbu­rze­nia tej świą­ty­ni, jaką jest sam Jezus (gdy został ukrzy­żo­wa­ny). Lecz o ile świą­ty­nia jero­zo­lim­ska nigdy już z gru­zów się nie pod­nie­sie, o tyle Jezus zmar­twych­wstał po trzech dniach. I odtąd jest to jedy­na żywa świą­ty­nia, w któ­rej doko­nu­je się uwiel­bie­nie Boga, skła­da­nie ofiar i zba­wie­nie czło­wie­ka. W naszych kościo­ła mate­rial­nych ta żywa świą­ty­nia, jaką jest sam Jezus, sta­je się fak­tem poprzez Eucha­ry­stię. Oto cud, któ­re­go pamiąt­kę dziś świę­tu­je­my.

PONIEDZIAŁEK Ef 2, 19–22; Łk 6, 12–19

ŚWIĘTO ŚW. APOSTOŁÓW SZYMONAJUDY TADEUSZA

Sło­wo Boże: Nie jeste­ście już obcy­mi i przy­by­sza­mi, ale jeste­ście współ­o­by­wa­te­la­mi świę­tych i domow­ni­ka­mi Boga – zbu­do­wa­ni na fun­da­men­cie apo­sto­łów i pro­ro­ków, gdzie gło­wi­cą węgła jest sam Chry­stus Jezus. W Nim zespa­la­na cała budow­la rośnie na świę­tą w Panu świą­ty­nię…

To o nas: domow­ni­cy Boga. Two­rzy­my wspól­no­tę, któ­ra wyraź­nie odróż­nia się od innych ludz­kich wspól­not. Cen­trum tej wspól­no­ty sta­no­wi sam Bóg. Sko­ro Bóg pozo­sta­je dla nas zawsze nie­po­ję­tą tajem­ni­cą, rów­nież i wspól­no­ta, jej życie, dzia­ła­nie i roz­wój sta­no­wić będzie tajem­ni­cę. We wspól­no­cie Kościo­ła doświad­czy­my rodzin­no­ści i gościn­no­ści, wza­jem­nej bli­sko­ści i praw­dzi­wej jed­no­ści. A wszyst­ko dzię­ki temu, że kamie­niem węgiel­nym jest nie­zmien­nie nasz Pan. Zapo­mi­na­jąc o tym znie­kształ­ca­my tę wspól­no­tę.

WTOREK Rz 8, 18–25; Łk 13, 18–21

Sło­wo Boże: Stwo­rze­nie z upra­gnie­niem ocze­ku­je obja­wie­nia się synów Bożych… W nadziei już bowiem jeste­śmy zba­wie­ni. Nadzie­ja zaś, któ­rej speł­nie­nie już się oglą­da, nie jest nadzie­ją, bo jak moż­na jesz­cze spo­dzie­wać się tego, co się już oglą­da? Jeże­li jed­nak, nie oglą­da­jąc, spo­dzie­wa­my się cze­goś, to z wytrwa­ło­ścią tego ocze­ku­je­my.

Nadzie­ja jest cen­nym darem od Boga. Jej kary­ka­tu­rą, któ­ra łatwo mami czło­wie­ka nie­doj­rza­łe­go, są złud­ne ocze­ki­wa­nia na roz­wią­za­nie naszych trud­nych sytu­acji przez przy­pa­dek, przez innych czy też przez samych sie­bie. Szcze­gól­nie nie­bez­piecz­ne złu­dze­nie two­rzą używ­ki, gdy na chwi­lę usu­wa­ją pro­ble­my z pola widze­nia. Nie­ste­ty złud­ne ocze­ki­wa­nia bywa­ją źró­dłem naj­więk­szych roz­cza­ro­wań. Nadzie­ja zło­żo­na w Bogu jest naj­pew­niej­szą inwe­sty­cją nasze­go życia – do takiej posta­wy wciąż wzy­wa nas sło­wo Boże.

ŚRODA Rz 8, 26–30; Łk 13, 22–30

Sło­wo Boże: Duch Świę­ty przy­cho­dzi z pomo­cą naszej sła­bo­ści. Gdy bowiem nie umie­my się modlić tak, jak trze­ba, sam Duch przy­czy­nia się za nami w bła­ga­niach, któ­rych nie moż­na wyra­zić sło­wa­mi. Ten zaś, któ­rzy prze­ni­ka ser­ca, zna zamiar Ducha, wie, że przy­czy­nia się za świę­ty­mi zgod­nie z wolą Bożą.

Paweł apo­stoł uczy, że gdy przy­cho­dzi trud­ne doświad­cze­nie oso­bi­stej bez­sil­no­ści, sam Duch Świę­ty sta­je się naszą mocą. Może być bowiem tak, że sami nie tyl­ko nie umie­my się modlić, ale nawet nie wie­my dokład­nie, o co się modlić. Wte­dy Duch Boży sta­je się naszym Orę­dow­ni­kiem wyra­ża­jąc wobec Boga to, co nie­wy­ra­żal­ne pozo­sta­je w naszych ser­cach. Gdy pro­wa­dzi nas Boży Duch, wcho­dzi­my w stan ciszy, któ­ra nadal jest moc­nym woła­niem do Boga o miło­sier­dzie. Zatem korzy­staj­my z tej  cen­nej obec­no­ści Ducha.

CZWARTEK Rz 8, 31b-39; Łk 13, 31–35

Sło­wo Boże: Któż nas może odłą­czyć od miło­ści Chry­stu­so­wej? Utra­pie­nie, ucisk czy prze­śla­do­wa­nie, głód czy nagość, nie­bez­pie­czeń­stwo czy miecz? Jak to jest napi­sa­ne: „Z powo­du cie­bie zabi­ja­ją nas cały dzień, uwa­ża­ją nas za owce na rzeź prze­zna­czo­ne”. Ale we wszyst­kim tym odno­si­my peł­ne zwy­cię­stwo dzię­ki Temu, któ­ry nas umi­ło­wał.

Od chwi­li chrztu jeste­śmy zanu­rze­ni w miło­ści Jezu­sa. Jest to jak prze­strzeń, w któ­rej nie­ustan­nie prze­by­wa­my. I nie ma takiej siły, któ­ra była­by w sta­nie wyrwać nas z tej prze­strze­ni. Siła miło­ści nasze­go Pana jest nie do poko­na­nia. Wszel­kie prze­ciw­no­ści muszą wobec niej ustą­pić. Rów­no­cze­śnie jed­nak sami wła­sną błęd­ną decy­zją może­my tę miłość odrzu­cić. Ale dokąd trwa­my w jej obję­ciach, jeste­śmy bez­piecz­ni i odno­si­my zwy­cię­stwo. Może­my czuć cię­żar prze­ciw­no­ści, ale zawsze będzie­my od nich moc­niej­si.

PIĄTEK Ap 7, 2–4. 7–14; 1 J 3,1–3; Mt 5, 1–12a

Uro­czy­stość Wszyst­kich Świę­tych

 Sło­wo Boże: Potem ujrza­łem: a oto wiel­ki tłum, któ­re­go nie mógł nikt poli­czyć, z każ­de­go naro­du i wszyst­kich poko­leń, ludów i języ­ków, sto­ją­cy przed tro­nem i przed Baran­kiem. Odzia­ni są w bia­łe sza­ty, a w ręku ich pal­my. I gło­sem dono­śnym tak woła­ją: „Zba­wie­nie  w Bogu naszym, Zasia­da­ją­cym na tro­nie, i w Baran­ku”.

W natchnio­nej wizji Jan zoba­czył wiel­ki tłum ludzi – to Kościół, ogrom­na, uni­wer­sal­na swym zasię­giem wspól­no­ta zba­wio­nych. Ta dosko­na­ła wspól­no­ta łączy w sobie ogrom­ną róż­no­rod­ność osób, któ­re odzia­ne są w bia­łe sza­ty łaski i nio­są znak zwy­cię­stwa. Apo­stoł nawią­zu­je tu do żydow­skie­go świę­ta Kuczek, któ­re było obcho­dzo­ne na pamiąt­kę wyj­ścia z nie­wo­li. Wszy­scy woła­ją jed­nym gło­sem pieśń uwiel­bie­nia wobec Boga, któ­ry jest auto­rem ich zwy­cię­stwa – zba­wie­nia. Uwiel­bie­nie  i wdzięcz­ność – o tych posta­wach pamię­taj­my. Na co dzień.

SOBOTA Hi 19, 1. 23–27a; 1 Kor 15, 20–24a. 25–28; Łk 23, 44–46. 50. 52–53

Wspo­mnie­nie Wszyst­kich Wier­nych Zmar­łych

Sło­wo Boże: Hiob rzekł: „Oby me sło­wa zosta­ły spi­sa­ne, oby w księ­dze utrwa­lo­ne! Żela­znym ryl­cem i oło­wiem na ska­le wyry­te na wie­ki! Lecz ja wiem: Wybaw­ca mój żyje i jako ostat­ni sta­nie na zie­mi. Potem me szcząt­ki skó­rą przy­odzie­je, i cia­łem swym Boga zoba­czę. To wła­śnie ja Go zoba­czę”.

Dra­ma­tycz­ne doświad­cze­nia Hio­ba zna­la­zły osta­tecz­nie szczę­śli­we roz­wią­za­nie, a wszyst­ko dla­te­go, że ten praw­dzi­wie wiel­ki mędrzec zacho­wał nie­wzru­szo­ną wia­rę, gdy spa­dły na nie­go bole­sne  prze­ciw­no­ści, gdy został upo­ko­rzo­ny, gdy nikt go nie rozu­miał, gdy nawet wła­sna żona nie oka­za­ła współ­czu­cia. Hiob zwy­cię­żył mocą wia­ry, bo dzię­ki niej zro­zu­miał, że imię Boga to Wybaw­ca. I że ten Bóg może wypro­wa­dzić czło­wie­ka z naj­więk­szej opre­sji. Że osta­tecz­nie wszyst­ko prze­mi­nie i szczę­śli­wy czło­wiek zoba­czy swe­go Stwór­cę.

 ks. Roman Sła­weń­ski