Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Trzynasty Tydzień Zwykły 1 – 6 VII 2015

Jezus/fot. pixabay.pl

NIEDZIELA: Krl 19,16b.19–21; Ga 5, 1.13–18

Ewan­ge­lia Łk 9,51–62

Trze­ba porzu­cić wszyst­ko, aby iść za Jezu­sem

Gdy dopeł­niał się czas wzię­cia Jezu­sa z tego świa­ta, posta­no­wił udać się do Jero­zo­li­my i wysłał przed sobą posłań­ców. Ci wybra­li się w dro­gę i przy­szli do pew­ne­go mia­stecz­ka sama­ry­tań­skie­go, by Mu przy­go­to­wać pobyt. Nie przy­ję­to Go jed­nak, ponie­waż zmie­rzał do Jero­zo­li­my.

Widząc to, ucznio­wie Jakub i Jan rze­kli: Panie, czy chcesz, a powie­my, żeby ogień spadł z nie­ba i znisz­czył ich?

Lecz On odwró­ciw­szy się zabro­nił im. I uda­li się do inne­go mia­stecz­ka.

A gdy szli dro­gą, ktoś powie­dział do Nie­go: Pój­dę za Tobą, dokąd­kol­wiek się udasz.

Jezus mu odpo­wie­dział: Lisy mają nory i pta­ki powietrz­ne gniaz­da, lecz Syn Czło­wie­czy nie ma miej­sca, gdzie by gło­wę mógł wes­przeć.

Do inne­go rzekł: Pójdź za Mną.

Ten zaś odpo­wie­dział: Panie, pozwól mi naj­pierw pójść i pogrze­bać moje­go ojca.

Odparł mu: Zostaw umar­łym grze­ba­nie ich umar­łych, a ty idź i głoś kró­le­stwo Boże.

Jesz­cze inny rzekł: Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi naj­pierw poże­gnać się z moimi w domu.

Jezus mu odpo­wie­dział: Kto­kol­wiek przy­kła­da rękę do płu­ga, a wstecz się oglą­da, nie nada­je się do kró­le­stwa Boże­go.

Jezus roz­po­czął już wędrów­kę do Jero­zo­li­my. Tym razem nie była to jed­na z wie­lu piel­grzy­mek do świę­te­go mia­sta. Jezus szedł na spo­tka­nie tego, co sta­no­wi­ło speł­nie­nie Jego misji. Kre­sem był krzyż. I zmar­twych­wsta­nie. W tym co teraz mówi Pan jest nie tyl­ko poucze­nie, wyja­śnia­nie zasad nowej nauki. Oto poja­wia się sło­wo wezwa­nia. Był czas słów. Jest czas czy­nów. Był czas dora­sta­nia. Jest czas owo­co­wa­nia. Dla­te­go Jezus powo­łu­je nowych ludzi – nie­ste­ty z róż­ny­mi skut­ka­mi. Tak bywa: wie­lu chęt­nie słu­cha, wyraź­nie mniej idzie wska­za­ną dro­gą. W naszym życiu okre­sy słu­cha­nia i owo­co­wa­nia prze­pla­ta­ją się wie­lo­krot­nie. Gdy umie­jęt­nie słu­cha­my sło­wa Boże­go, sta­je­my się zdol­ni przy­no­sić dobre owo­ce swe­go życia. A jeśli te się już poja­wią, może­my znów lepiej słu­chać tego, co mówi Pan. I znów z tego rodzą się nowe owo­ce. I tak do kre­su życia. A wszyst­ko po to, by ujaw­nił się doj­rza­ły owoc świę­to­ści

PONIEDZIAŁEK Rdz 18, 16–33; Mt 8, 18–22

Sło­wo Boże: Abra­ham stał dalej przed Panem. Pod­szedł­szy do Nie­go, Abra­ham rzekł: „Czy zamie­rzasz wygu­bić spra­wie­dli­wych wespół z bez­boż­ny­mi? Może w tym mie­ście jest pięć­dzie­się­ciu spra­wie­dli­wych; czy tak­że znisz­czysz to mia­sto i nie prze­ba­czysz mu przez wzgląd na owych pięć­dzie­się­ciu spra­wie­dli­wych?

Zapo­wiedź sro­giej kary dla zde­mo­ra­li­zo­wa­nych miesz­kań­ców Sodo­my budzi w ser­cu Abra­ha­ma współ­czu­cie. Patriar­cha z pew­no­ścią rozu­mie ska­lę grze­chu popeł­nia­ne­go w tym mie­ście, ale to nie skła­nia go do potę­pie­nia owych ludzi. Nie ule­ga tak łatwo powsta­ją­cej poku­sie pychy, by powie­dzieć: mnie to nie doty­czy, prze­cież ja nie popeł­ni­łem grze­chu. Prze­ciw­nie. Zapo­wie­dzia­na przez Boga nie­uchron­ność kary w pierw­szym odru­chu skła­nia Abra­ha­ma, by rato­wać mia­sto – nie tyl­ko spra­wie­dli­wych. I to spodo­ba­ło się Bogu.

WTOREK Rdz 19, 15–29; Mt 8, 23–27

Sło­wo Boże: Gdy zaczy­na­ło świ­tać, anio­ło­wie przy­na­gla­li Lota, mówiąc: „Wstań, weź żonę i cór­ki, któ­re są przy tobie, abyś nie zgi­nął z winy tego mia­sta”. Kie­dy zaś on zwle­kał, mężo­wie ci chwy­ci­li go, jego żonę i dwie cór­ki za ręce – Pan bowiem uli­to­wał się nad nimi – i wycią­gnę­li ich, i wypro­wa­dzi­li poza mia­sto.

Anio­ło­wie wręcz zmu­sza­ją Lota i jego żonę do pośpiesz­ne­go opusz­cze­nia mia­sta, w któ­rym roz­pa­no­szył się grzech. Lek­ko­myśl­ne nara­ża­nie się na grzech, igra­nie z grze­chem – to wszyst­ko two­rzy kli­mat nie­bez­piecz­ny dla życia ducho­we­go i moral­ne­go. Nie nale­ży nie­roz­trop­nie wcho­dzić w miej­sca, któ­re pro­wo­ku­ją do grze­chu. Z grze­chem nie wol­no dys­ku­to­wać. Trze­ba go albo znisz­czyć, albo ucie­kać. Anio­ło­wie przy­cho­dzą o świ­cie. Bo Lot wraz z rodzi­ną opusz­cza ciem­ną kra­inę grze­chu. Anio­ło­wie wpro­wa­dza­ją w świa­tło dnia – to znak oca­le­nia.

ŚRODA Ef 2, 19–22; J 20, 24–29

ŚWIĘTO ŚW. TOMASZA APOSTOŁA

Sło­wo Boże: Nie jeste­ście już obcy­mi i przy­by­sza­mi, ale jeste­ście współ­o­by­wa­te­la­mi świę­tych i domow­ni­ka­mi Boga – zbu­do­wa­ni na fun­da­men­cie apo­sto­łów i pro­ro­ków, gdzie gło­wi­cą węgła jest sam Chry­stus Jezus. W Nim zespa­la­na cała budow­la rośnie na świę­tą w Panu świą­ty­nię, w Nim i wy tak­że wzno­si­cie się we wspól­nym budo­wa­niu.

Wie­rzą­cy miesz­kań­cy Efe­zu byli poga­na­mi. Wobec boga­tych w tra­dy­cję wia­ry Żydów mogli mieć poczu­cie obco­ści. Dla­te­go Paweł pod­kre­śla, że w Koście­le są współ­o­by­wa­te­la­mi wraz z Żyda­mi, któ­rzy co praw­da obda­rze­ni zosta­li pierw­szeń­stwem pozna­nia Boga praw­dzi­we­go, ale dziś to nie ma już zna­cze­nia. Chry­stus jest zasa­dą jed­no­ści. Zjed­no­cze­ni w Nim nie dzie­lą się już na Żydów i pogan. Two­rzą lud zba­wio­nych krwią Pana, boga­tych Jego łaską. I nie jest waż­ne, kto skąd przy­cho­dzi. Waż­ne jest, z kim się wią­że. Kim się sta­je mocą łaski Jezu­sa.

 CZWARTEK Rdz 22, 1–19; Mt 9, 1–8

Sło­wo Boże: Bóg wysta­wił Abra­ha­ma na pró­bę. Rzekł do nie­go: „Abra­ha­mie!” A gdy on odpo­wie­dział: „Oto jestem” – powie­dział: „Weź twe­go syna jedy­ne­go, któ­re­go miłu­jesz, Iza­aka, idź do kra­ju Moria i tam złóż go w ofie­rze na jed­nym z pagór­ków, któ­ry ci wska­żę”. Naza­jutrz rano Abra­ham osio­dłał swe­go osła, zebrał ze sobą dwóch ludzi i syna Iza­aka…

To była wyjąt­ko­wo trud­na, choć nie jedy­na pró­ba w życiu patriar­chy. Dla­cze­go Bóg tak moc­no spraw­dza Abra­ha­ma? W grun­cie rze­czy to nic nad­zwy­czaj­ne­go. Żyje­my prze­cież w świe­cie, któ­ry nie jest śro­do­wi­skiem sprzy­ja­ją­cym wie­rze, wręcz prze­ciw­nie, zwy­kle sprzy­ja nie­wie­rze negu­jąc war­to­ści moral­ne wyni­ka­ją­ce z wia­ry. Tu nie tyle Bóg pró­bu­je czło­wie­ka pra­we­go, ile ludzie żyją­cy obok. Codzien­ność czę­sto jest pierw­szą pró­bą wia­ry. Pró­by są oczy­wi­sto­ścią. To dro­ga nasze­go roz­wo­ju. A Bóg, wiel­ki Świa­dek tych prób, wciąż uczy, by Mu ufać.

PIĄTEK Rdz 23, 1–4. 19; 24, 1–8. 10. 48. 59. 62–67; Mt 9, 9–13

 Sło­wo Boże: Rzekł Abra­ham do swe­go słu­gi: „Bacz, byś nie odpro­wa­dzał tam mego syna! Pan, Bóg nie­bios, któ­ry mnie wywiódł z domu mego ojca i z mego kra­ju rodzin­ne­go, któ­ry mi przy­siągł: Potom­stwu twe­mu daję ten kraj; On pośle swe­go anio­ła przed tobą; weź­miesz stam­tąd żonę dla mego syna”.

Zanim Abra­ham wyru­szył na wędrów­kę według Boże­go natchnie­nia, Pan już wcze­śniej wezwał jego ojca. Lecz ten zatrzy­mał się w pół dro­gi. Abra­ham póź­niej wyko­nał zada­nie, któ­re­go nie dokoń­czył ojciec. Teraz patriar­cha robi wszyst­ko, by jego syn nie zaprze­pa­ścił tego dzie­ła. Wysy­ła słu­gę, by ten zna­lazł żonę dla syna Iza­aka, ale same­go syna nie wysy­ła do kra­ju przod­ków. Jak bar­dzo Abra­ha­mo­wi zale­ża­ło, by sło­wo Boga było speł­nio­ne tak­że przez jego syna. By sło­wo Boga trwa­ło w kolej­nych poko­le­niach. Bo praw­dzi­wie sło­wo Boga jest bogac­twem czło­wie­ka.

SOBOTA Rdz 27, 1–5. 15–29; Mt 9, 14–17

Sło­wo Boże: Oto woń mego syna jak woń pola, któ­re pobło­go­sła­wił Pan! Nie­chaj tobie Bóg uży­cza rosy z nie­bios i żyzno­ści zie­mi, obfi­to­ści zbo­ża i mosz­czu win­ne­go. Nie­chaj ci słu­żą ludy i niech ci pokłon odda­ją naro­dy. Bądź panem two­ich bra­ci i niech ci się kła­nia­ją syno­wie twej mat­ki! Każ­dy, kto będzie ci zło­rze­czył, niech będzie prze­klę­ty.

Zagad­ko­we są ludz­kie losy i jesz­cze bar­dziej zaska­ku­ją­ce są Boże roz­wią­za­nia. Oto sta­ry Iza­ak pra­gnie pobło­go­sła­wić pier­wo­rod­ne­go Eza­wa, tym­cza­sem nie­świa­do­mie bło­go­sła­wi młod­sze­go Jaku­ba, któ­ry wraz z mat­ką pod­stę­pem wydarł ten dar swe­mu bra­tu. Z cza­sem musiał to odpo­ku­to­wać, nie­mniej raz otrzy­ma­ne bło­go­sła­wień­stwo na zawsze sta­ło się jego naj­więk­szym bogac­twem. Co róż­ni­ło tych bra­ci? Jakub od począt­ku cenił ten dar. Ezaw lek­ko­myśl­nie zre­zy­gno­wał z nie­go. Być może tu jest klucz do zro­zu­mie­nia tej sytu­acji.

ks. Roman Sła­weń­ski