Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Wielki Tydzień 15 – 20 IV 2019

Tintoretto, La crocifissione, Sala dell'albergo, Scuola di San Rocco, Venezia

Nie­dzie­la Pal­mo­wa czy­li Męki Pań­skiej Iz 50, 4–7; Flp 2, 6–11

Ewan­ge­lia Łk 23,1–49

Męka nasze­go Pana Jezu­sa Chry­stu­sa według świę­te­go Łuka­sza

Jezus przed Piła­tem

Star­si ludu, arcy­ka­pła­ni i ucze­ni w Piśmie powsta­li i popro­wa­dzi­li Jezu­sa przed Piła­ta. Tam zaczę­li oskar­żać Go: — Stwier­dzi­li­śmy, że ten czło­wiek pod­bu­rza nasz naród, że odwo­dzi od pła­ce­nia podat­ków Ceza­ro­wi i że sie­bie poda­je za Mesja­sza-Kró­la. Piłat zapy­tał Go: — Czy Ty jesteś kró­lem żydow­skim? Jezus odpo­wie­dział mu: — Tak, Ja nim jestem. Piłat więc oświad­czył arcy­ka­pła­nom i tłu­mom: — Nie znaj­du­ję żad­nej winy w tym czło­wie­ku. Lecz oni nasta­wa­li i mówi­li: — Pod­bu­rza lud, sze­rząc swą naukę po całej Judei, od Gali­lei, gdzie roz­po­czął, aż dotąd. Gdy Piłat to usły­szał, zapy­tał, czy czło­wiek ten jest Gali­lej­czy­kiem. A gdy się upew­nił, że jest spod wła­dzy Hero­da, ode­słał Go do Hero­da, któ­ry w tych dniach rów­nież prze­by­wał w Jero­zo­li­mie.

Jezus przed Hero­dem

Na widok Jezu­sa Herod bar­dzo się ucie­szył. Od daw­na bowiem chciał Go ujrzeć, ponie­waż sły­szał o Nim i spo­dzie­wał się, że zoba­czy jaki znak, zdzia­ła­ny przez Nie­go. Zasy­pał Go też wie­lo­ma pyta­nia­mi, lecz Jezus nic mu nie odpo­wie­dział. Arcy­ka­pła­ni zaś i ucze­ni w Piśmie sta­li i gwał­tow­nie Go oskar­ża­li. Wów­czas wzgar­dził Nim Herod wraz ze swo­ją stra­żą; na pośmie­wi­sko kazał ubrać Go w lśnią­cy płaszcz i ode­słał do Piła­ta. W tym dniu Herod i Piłat sta­li się przy­ja­ciół­mi. Przed­tem bowiem żyli z sobą w nie­przy­jaź­ni.

Jezus ponow­nie przed Piła­tem

Piłat więc kazał zwo­łać arcy­ka­pła­nów, człon­ków Wyso­kiej Rady oraz lud i rzekł do nich: — Przy­wie­dli­ście mi tego czło­wie­ka pod zarzu­tem, że pod­bu­rza lud. Otóż ja prze­słu­cha­łem Go wobec was i nie zna­la­złem w Nim żad­nej winy w spra­wach, o któ­re Go oskar­ża­cie. Ani też Herod, bo ode­słał Go do nas; a oto nie popeł­nił On nic god­ne­go śmier­ci. Każę Go więc wychło­stać i uwol­nię.

Jezus odrzu­co­ny przez swój naród

A był obo­wią­za­ny uwal­niać im jed­ne­go na świę­ta. Zawo­ła­li więc wszy­scy razem: — Strać Tego, a uwol­nij nam Bara­ba­sza. Był on wtrą­co­ny do wię­zie­nia za jakiś roz­ruch powsta­ły w mie­ście i za zabój­stwo. Piłat, chcąc uwol­nić Jezu­sa, ponow­nie prze­mó­wił do nich. Lecz oni woła­li: — Ukrzy­żuj, ukrzy­żuj Go. Zapy­tał ich po raz trze­ci: — Cóż On złe­go uczy­nił? Nie zna­la­złem w Nim nic zasłu­gu­ją­ce­go na śmierć. Każę Go więc wychło­stać i uwol­nię. Lecz oni nale­ga­li z wiel­kim wrza­skiem, doma­ga­jąc się, aby Go ukrzy­żo­wa­no; i wzma­ga­ły się ich krzy­ki. Piłat więc zawy­ro­ko­wał, żeby ich żąda­nie zosta­ło speł­nio­ne. Uwol­nił im tego, któ­re­go się doma­ga­li, a któ­ry za roz­ruch i zabój­stwo był wtrą­co­ny do wię­zie­nia; Jezu­sa zaś zdał na ich wolę.

Dro­ga krzy­żo­wa

Gdy Go wypro­wa­dzi­li, zatrzy­ma­li nie­ja­kie­go Szy­mo­na z Cyre­ny, któ­ry wra­cał z pola, i wło­ży­li na nie­go krzyż, aby go niósł za Jezu­sem.

A szło za Nim mnó­stwo ludu, tak­że kobiet, któ­re zawo­dzi­ły i pła­ka­ły nad Nim. Lecz Jezus zwró­cił się do nich i rzekł: — Cór­ki jero­zo­lim­skie, nie płacz­cie nade Mną; płacz­cie raczej nad sobą i nad waszy­mi dzieć­mi! Oto bowiem przyj­dą dni, kie­dy mówić będą: Szczę­śli­we nie­płod­ne łona, któ­re nie rodzi­ły, i pier­si, któ­re nie kar­mi­ły. Wte­dy zaczną wołać do gór: Pad­nij­cie na nas; a do pagór­ków: Przy­kryj­cie nas! Bo jeśli z zie­lo­nym drze­wem to czy­nią, cóż się sta­nie z suchym?

Pro­wa­dzo­no też dwóch innych, zło­czyń­ców, aby ich z Nim stra­cić.

Ukrzy­żo­wa­nie

Gdy przy­szli na miej­sce, zwa­ne Czasz­ką, ukrzy­żo­wa­li tam Jego i zło­czyń­ców, jed­ne­go po pra­wej, dru­gie­go po lewej Jego stro­nie. Lecz Jezus mówił: — Ojcze, prze­bacz im, bo nie wie­dzą, co czy­nią. Potem roz­dzie­li­li mię­dzy sie­bie Jego sza­ty, rzu­ca­jąc losy.

Wyszy­dze­nie na krzy­żu

A lud stał i patrzył. Lecz człon­ko­wie Wiel­kiej Rady drwią­co mówi­li: — Innych wyba­wiał, niech­że teraz sie­bie wyba­wi, jeśli On jest Mesja­szem, Wybrań­cem Bożym. Szy­dzi­li z Nie­go i żoł­nie­rze; pod­cho­dzi­li do Nie­go i poda­wa­li Mu ocet, mówiąc: — Jeśli Ty jesteś kró­lem żydow­skim, wybaw sam sie­bie.

Był tak­że nad Nim napis w języ­ku grec­kim, łaciń­skim i hebraj­skim: To jest król żydow­ski.

Dobry łotr

Jeden ze zło­czyń­ców, któ­rych tam powie­szo­no, urą­gał Mu: — Czy Ty nie jesteś Mesja­szem? Wybaw więc sie­bie i nas. Lecz dru­gi, kar­cąc go, rzekł: — Ty nawet Boga się nie boisz, cho­ciaż tę samą karę pono­sisz? My prze­cież – spra­wie­dli­wie, odbie­ra­my bowiem słusz­ną karę za nasze uczyn­ki, ale On nic złe­go nie uczy­nił. I dodał: — Jezu, wspo­mnij na mnie, gdy przyj­dziesz do swe­go kró­le­stwa. Jezus mu odpo­wie­dział: — Zapraw­dę powia­dam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju.

Śmierć Jezu­sa

Było już oko­ło godzi­ny szó­stej i mrok ogar­nął całą zie­mię aż do godzi­ny dzie­wią­tej. Słoń­ce się zaćmi­ło i zasło­na przy­byt­ku roz­dar­ła się przez śro­dek. Wte­dy Jezus zawo­łał dono­śnym gło­sem: — Ojcze, w Two­je ręce powie­rzam ducha moje­go. Po tych sło­wach wyzio­nął ducha.

Po śmier­ci Jezu­sa

Na widok tego, co się dzia­ło, set­nik oddał chwa­łę Bogu i mówił: — Istot­nie, czło­wiek ten był spra­wie­dli­wy. Wszyst­kie też tłu­my, któ­re zbie­gły się na to wido­wi­sko, gdy zoba­czy­ły, co się dzia­ło, wra­ca­ły bijąc się w pier­si. Wszy­scy Jego zna­jo­mi sta­li z dale­ka; a rów­nież nie­wia­sty, któ­re Mu towa­rzy­szy­ły od Gali­lei, przy­pa­try­wa­ły się temu.

WIELKI PONIEDZIAŁEK  Iz 42, 1–7; J 12,1–11

Sło­wo Boże: Oto mój Słu­ga, któ­re­go pod­trzy­mu­ję, Wybra­ny mój, w któ­rym mam upodo­ba­nie. Spra­wi­łem, że Duch mój na Nim spo­czął… Nie zła­mie trzci­ny nad­ła­ma­nej, nie zaga­si knot­ka o nikłym pło­my­ku. On z mocą ogło­si Pra­wo, nie znie­chę­ci się ani nie zała­mie, aż utrwa­li Pra­wo na zie­mi, a Jego poucze­nia wycze­ku­ją wyspy.

Z mocą gło­sił Pra­wo, rów­no­cze­śnie z deli­kat­no­ścią spo­glą­dał na czło­wie­ka. Jak to zro­bić, by nie zlek­ce­wa­żyć zasad, przy­ka­zań, całej tra­dy­cji kościel­ne­go naucza­nia, a zara­zem pod­nieść tego, kto się chwie­je, słab­nie, upa­da, bli­ski jest rezy­gna­cji z dal­sze­go wysił­ku. Jak to zro­bić? Trze­ba nie­ustan­nie wpa­try­wać się siłą swej modli­twy w Jezu­sa. Trze­ba ser­ce otwo­rzyć na obec­ność Ducha Boże­go. A to musi trwać. Cier­pli­wa modli­twa, wier­na i pokor­na proś­ba o świa­tło przy­nie­sie wła­ści­we owo­ce. Tu nie ma szyb­kiej ścież­ki dostę­pu do łaski.

WIELKI WTOREK Iz 49,1–6; J 13,21–33.36–38

Sło­wo Boże: Powo­łał mnie Pan już z łona mej mat­ki, od jej wnętrz­no­ści wspo­mniał moje imię. Ostrym mie­czem uczy­nił me usta, w cie­niu swej ręki mnie ukrył. Uczy­nił ze mnie strza­łę zaostrzo­ną, uta­ił mnie w swo­im koł­cza­nie. I rzekł mi: „Ty jesteś moim Słu­gą, Izra­elu, w tobie się roz­sła­wię”.

Owoc­nie moż­na żyć jedy­nie rozu­mie­jąc wła­sną toż­sa­mość. A tę dla chrze­ści­ja­ni­na okre­śla powo­ła­nie. Jest ono darem, któ­ry towa­rzy­szy czło­wie­ko­wi od same­go począt­ku, dosłow­nie od poczę­cia, jest bowiem ducho­wym DNA czło­wie­ka, bo two­rzy pod­wa­li­ny pod całe życie. Bóg wyzna­cza zada­nia i zara­zem ota­cza opie­ką. By tego doświad­czyć trze­ba umieć dzia­łać z odwa­gą (jak strza­ła zaostrzo­na) i trwać wpa­tru­jąc się w Pana (jak strza­ła w koł­cza­nie). W ten spo­sób mamy szan­sę stać się chwa­łą Pana – w nas Jego wiel­kość będzie widocz­na.

WIELKA ŚRODA Iz 50,4–9a; Mt 26,14–25

Sło­wo Boże: Pan Bóg mnie obda­rzył języ­kiem wymow­nym, bym umiał pomóc stru­dzo­ne­mu krze­pią­cym sło­wem. Każ­de­go rana pobu­dza me ucho, bym słu­chał jak ucznio­wie. Pan Bóg otwo­rzył mi ucho, a ja się nie opar­łem ani nie cof­ną­łem. Poda­łem grzbiet mój biją­cym i policz­ki moje rwą­cym mi bro­dę. Nie zasło­ni­łem mojej twa­rzy…

Oto dro­ga czło­wie­ka, któ­ry słu­ży Bogu w posta­wie peł­ne­go zaufa­nia – pro­rok sło­wem tym rysu­je obraz ocze­ki­wa­ne­go Mesja­sza. Ale są to rów­nież sło­wa opi­su­ją­ce ducho­we doświad­cze­nie czło­wie­ka wie­rzą­ce­go, któ­ry poważ­nie trak­tu­je sło­wo swe­go Pana. Jeśli pra­gnie­my przyjść sku­tecz­nie z pomo­cą potrze­bu­ją­ce­mu bra­tu, musi­my umieć słu­chać gło­su Boga. Każ­de­go rana Bóg pra­gnie nam prze­ka­zać kon­kret­ną treść, wezwa­nie, wska­zów­kę. Bez sta­łe­go otwar­cia na głos Boga nie­chyb­nie pobłą­dzi­my. Jest to tym bar­dziej waż­ne, gdy przy­cho­dzą bole­sne ude­rze­nia ludzi nie­przy­chyl­nych.

ŚWIĘTE TRIDUUM PASCHALNE

WIELKI CZWARTEK

Msza św. Wie­cze­rzy Pań­skiej Wj 12,1–8.11–14; 1 Kor 11,23–26; J 13,1–15

Sło­wo Boże: Ja otrzy­ma­łem od Pana to, co wam prze­ka­za­łem, że Pan Jezus tej nocy, któ­rej został wyda­ny, wziął chleb i dzię­ki uczy­niw­szy, poła­mał i rzekł: „To jest Cia­ło moje za was wyda­ne. Czyń­cie to na moją pamiąt­kę!” Podob­nie, skoń­czyw­szy wie­cze­rzę, wziął kie­lich, mówiąc: „Kie­lich ten jest Nowym Przy­mie­rzem we Krwi mojej”.

Otrzy­ma­łem i prze­ka­za­łam… Tak mówi Paweł Apo­stoł o naj­więk­szym skar­bie czło­wie­ka wie­rzą­ce­go: o wie­rze w eucha­ry­stycz­ną obec­ność Chry­stu­sa. Zważ­my, że każ­dym gestem, zacho­wa­niem i sło­wem wypo­wia­da­nym w Koście­le prze­ka­zu­je­my wia­rę bądź brak wia­ry w eucha­ry­stycz­ną obec­ność Zba­wi­cie­la. Każ­de nasze uczest­nic­two w Eucha­ry­stii wyma­ga od nas uważ­no­ści. To, że wczo­raj prze­ży­li­śmy Mszę św. głę­bo­ko, nie zna­czy, że tak będzie zawsze. Bo każ­da Msza św. wyma­ga od nas nowe­go aktu żywej wia­ry w obec­ność Pana.

WIELKI PIĄTEK MĘKI PAŃSKIEJ  Iz 52,13–53,12; Hbr 4,14–16; 5,7–9; J 18,1- 19,42

Sło­wo Boże: On dźwi­gał nasze bole­ści, a myśmy Go za ska­zań­ca uzna­li, chło­sta­ne­go przez Boga i zdep­ta­ne­go. Lecz On był prze­bi­ty za nasze grze­chy, zdru­zgo­ta­ny za nasze winy. Spa­dła na Nie­go chło­sta zba­wien­na dla nas, a w Jego ranach jest nasze uzdro­wie­nie. Wszy­scy pobłą­dzi­li­śmy jak owce, każ­dy z nas zwró­cił się ku wła­snej dro­dze…

Czy chce­my tego czy nie, jeste­śmy nie­wol­ni­ka­mi grze­chu. I war­to to uznać, i zwró­cić się do Nie­go. Pan oddał życie, by je zyskać. Bo nikt nie żyje dla sie­bie i nikt nie umie­ra dla sie­bie. Żył dla nas. Żył dla mnie. I umarł podob­nie: dla nas, dla mnie. Sło­wo, któ­re gło­sił, w Nim zna­la­zło dosko­na­łe speł­nie­nie. Dro­ga, o któ­rej mówił publicz­nie tłu­mom, i któ­rą dokład­niej wyja­śniał swo­im uczniom, była zawsze Jego dro­gą. Nie jest teo­re­ty­kiem. Nie jest filo­zo­fem, ani pro­fe­so­rem. Jest Zba­wi­cie­lem. Zna­czy to: On rze­czy­wi­ście może ura­to­wać.

MSZA ŚW. WIGILII PASCHALNEJ W WIELKĄ NOC

Rdz 1,1–2,2; Rdz 22,1–18; Wj 14,15–15,1; Iz 54,4a.5–14; Iz 55,1–11; Ba3,9–15.32–4,4;
Ez 36,16–17a.18–28; Rz 6,3–11; Mt 28,1–10

Sło­wo Boże: My wszy­scy, któ­rzy otrzy­ma­li­śmy chrzest zanu­rza­ją­cy w Chry­stu­sa Jezu­sa, zosta­li­śmy zanu­rze­ni w Jego śmierć. Zatem przez chrzest zanu­rza­ją­cy nas w śmierć zosta­li­śmy razem z Nim pogrze­ba­ni po to, aby­śmy i my postę­po­wa­li w nowym życiu – jak Chry­stus powstał z mar­twych dzię­ki chwa­le Ojca.

U począt­ku nasze­go życia z wia­ry jest chrzest. Lecz jak zro­zu­mieć to wyjąt­ko­we wyda­rze­nie? Apo­stoł tłu­ma­czy, że jeste­śmy zanu­rze­ni w Chry­stu­sa Jezu­sa – zna­czy to, że On nas nie­sie na swo­ich ramio­nach (tak czy­nią paste­rze z zagu­bio­ny­mi owca­mi). Zna­czy to tak­że: pozo­sta­je­my ukry­ci w Chry­stu­sie, jak­by chro­nią­cy się w bez­piecz­nej prze­strze­ni, gdy zewsząd pada­ją ude­rze­nia. Zna­czy to wresz­cie: mają­cy nową toż­sa­mość. Ja, kie­dyś zagu­bio­ny bez imie­nia, teraz nowy czło­wiek noszę nowe imię – chrze­ści­ja­nin, uczeń Pana, któ­ry żyje.

ks. Roman Sła­weń­ski