Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Wielkie Duchy Narodu

Św. Jan Paweł II i Kardynał Wyszyński

Star­si mają do dziś w oczach tę poru­sza­ją­cą do głę­bi sce­nę, a młod­si widzie­li ją w mediach. 22 paź­dzier­ni­ka 1978 roku dwaj wiel­cy prze­wod­ni­cy ducho­wi Pola­ków ‒ kar­dy­nał Karol Woj­ty­ła, wów­czas już papież Jan Paweł II, i pry­mas Ste­fan Wyszyń­ski ‒ spo­tka­li się pod­czas skła­da­nia nowe­mu Ojcu Świę­te­mu hoł­du przez kar­dy­na­łów. I wów­czas św. Jan Paweł II zła­mał oby­czaj, pod­no­sząc Pry­ma­sa z klę­czek, by go ser­decz­nie uści­skać. Sto­imy u pro­gu roku nie­zwy­kłe­go, bowiem w maju obcho­dzić będzie­my stu­le­cie uro­dzin św. Jana Paw­ła II, a 7 czerw­ca cie­szyć się beaty­fi­ka­cją jego mistrza i przy­ja­cie­la.

Obaj duchow­ni i mężo­wie sta­nu, któ­rym przy­szło pro­wa­dzić Pola­ków przez morze czer­wo­ne komu­ni­zmu, budzi­li ich z letar­gu i nie pozwa­la­li im popaść w apa­tię. Ich sło­wa for­mo­wa­ły ducha i doda­wa­ły sił. Pry­ma­sow­skie „Non possu­mus”, zawar­te w liście Epi­sko­pa­tu z 1953 roku, padło w chwi­li, gdy wła­dze zaostrzy­ły ata­ki na Kościół: nisz­czo­no szkol­nic­two kato­lic­kie, zdej­mo­wa­no krzy­że w kla­sach, roz­wią­zy­wa­no sto­wa­rzy­sze­nia i pisma. Wie­lu kapła­nów aresz­to­wa­no. Owo „Nie może­my” (iść na żad­ne wię­cej ustęp­stwa wobec wła­dzy) zawio­dło Pry­ma­sa do wię­zie­nia ‒ bo jak ina­czej nazwać jego odosob­nie­nie? „Nigdy nie wyrzekł­bym się (…) takich trzech lat z cur­ri­cu­lum mego życia… ‒ zano­to­wał we wrze­śniu 1956 roku, w trze­cią rocz­ni­cę zatrzy­ma­nia. ‒ Jed­nak lepiej, że upły­nę­ły one w wię­zie­niu, lepiej dla chwa­ły Bożej, (…) lepiej dla Kościo­ła w Pol­sce i lepiej dla pozy­cji moje­go Naro­du”. W osa­mot­nie­niu przy­go­to­wał plan obcho­dów Mile­nium Chrztu Pol­ski w 1966 roku oraz pro­gram Wiel­kiej Nowen­ny przed Mile­nium – 9-let­niej pra­cy dusz­pa­ster­skiej i pere­gry­na­cji kopii obra­zu Mat­ki Bożej Jasno­gór­skiej. Tak­że w zamknię­ciu pod jego pió­ra wyszedł tekst Ślu­bów Naro­du, prze­my­co­ny pota­jem­nie do Czę­sto­cho­wy.

26 sierp­nia 1956 roku pod klasz­to­rem na Jasnej Górze pół­to­ra milio­na wier­nych przy­rze­ka­ło Mat­ce Bożej „uczy­nić wszyst­ko”, aby Pol­ska była kró­le­stwem Jej i Jej Syna. Na pustym pry­ma­sow­skim tro­nie leża­ła wią­zan­ka bia­ło-czer­wo­nych kwia­tów. Uwol­nio­ny dopie­ro w paź­dzier­ni­ku 1956 roku, popro­wa­dził Kościół przez lata zagro­żeń gomuł­kow­ską „małą sta­bi­li­za­cją” i gier­kow­skim „dobro­by­tem”. Jak aktu­al­nie brzmi dziś jego obro­na rodzi­ny i prze­stro­ga z koń­ca lat 70. przed „ego­izmem we dwo­je” i „łatwi­zną życio­wą”.

God­no­ści naro­du bro­ni­li nie­ugię­cie obaj ‒ Pry­mas i młod­szy pra­wie o poko­le­nie Papież. Sło­wa św. Jana Paw­ła II, wygło­szo­ne pod­czas jego pierw­szej piel­grzym­ki do Ojczy­zny w 1979 roku: „Niech zstą­pi Duch Twój! I odno­wi obli­cze zie­mi. Tej Zie­mi” zasia­ły ziar­no, któ­re zaowo­co­wa­ło „Soli­dar­no­ścią”. Dzię­ki nie­mu Pola­cy poczu­li się jak ludzie wol­ni ‒ i pozo­sta­li nimi tak­że w noc stan wojen­ne­go, gdy zabra­kło ducho­we­go przy­wód­cy pol­skie­go Kościo­ła.

Pry­mas Ste­fan Wyszyń­ski odcho­dził, kie­dy Jan Paweł II leżał cięż­ko ran­ny po zama­chu. Dwaj Wiel­cy żegna­li się przez tele­fon. Był rok 1981, wszy­scy w kra­ju żyli „Soli­dar­no­ścią”, a nad gło­wa­mi zawi­sła groź­ba sowiec­kiej inter­wen­cji, pod­sy­ca­na przez wła­dze PRL. Umie­ra­ją­cy Pry­mas wezwał wów­czas do „prze­rzu­ce­nia” wszyst­kich modli­tew­nych inten­cji na wal­czą­ce­go o życie Papie­ża.

Nad­cho­dzą­cy rok nie­sie ze sobą ‒ obok wspo­mnie­nia dwóch wiel­kich Duchów Naro­du ‒ tak­że stu­le­cie oca­le­nia Ojczy­zny przed wschod­nim bar­ba­rzyń­stwem. Pamięć roku 1920 była Ojcu Świę­te­mu szcze­gól­nie bli­ska. „Wie­cie, że uro­dzi­łem się w maju 1920 roku, kie­dy bol­sze­wi­cy szli na War­sza­wę ‒ mówił w 1999 roku. ‒ Dla­te­go noszę w sobie od uro­dze­nia wiel­ki dług w sto­sun­ku do tych, któ­rzy wów­czas pod­ję­li wal­kę z najeźdź­cą i zwy­cię­ży­li, pła­cąc za to swo­im życiem”.

 Anna Zechen­ter