Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Wizjonerka z La Salette

La Salette

Do Boże­go Naro­dze­nia bra­ko­wa­ło dzie­się­ciu dni. 14 grud­nia 1904 r., w porze wie­czor­nej modli­twy Anioł Pań­ski, z miesz­ka­nia „Fran­cu­skiej Pani” w Alta­mu­ra – jak zezna­li świad­ko­wie – roz­cho­dzi­ła się pieśń: Tan­tum ergo. Sły­sza­no nie tyl­ko „nie­biań­skie śpie­wy”, ale tak­że dźwięk dzwon­ka, któ­ry towa­rzy­szy kapła­no­wi, kie­dy przy­no­si świę­ty Wia­tyk cho­re­mu. Być może to anio­ło­wie przy­nie­śli Komu­nię św. umie­ra­ją­cej Mela­nii Calvat – paster­ce z La Salet­te. 73-let­nia Mela­nia, któ­ra jako czter­na­sto­lat­ka roz­ma­wia­ła z Mat­ką Bożą, umar­ła w samot­no­ści, na obcej wło­skiej zie­mi, tak jak prze­po­wie­dzia­ła.

U gro­bu wizjo­ner­ki

W kory­ta­rzu kapli­cy Insty­tu­tu św. Anto­nie­go w Alta­mu­ra – w połu­dnio­wych Wło­szech – stoi monu­men­tal­ny, bia­ły sar­ko­fag opa­trzo­ny napi­sem: „Tutaj w świę­tej świą­ty­ni Boga zna­la­zły spo­kój i wypo­czy­nek zmę­czo­ne i spo­nie­wie­ra­ne kości pokor­nej pastusz­ki z La Salet­te Mela­nii Calvat, uro­dzo­nej w Corps – mia­stecz­ku we Fran­cji 7 listo­pa­da 1831; umar­łej w opi­nii świę­to­ści 14 grud­nia 1904 w Alta­mu­ra. Oto­czo­ne czu­łą opie­ką Zgro­ma­dze­nia Córek Boskiej Cno­ty Ser­ca Jezu­so­we­go, do któ­re­go nale­ży [Mela­nia] – jako ducho­wa zało­ży­ciel­ka i dusza wybra­na. Wzy­wa­my i pro­si­my o wiecz­ny pokój, Two­je wycho­wan­ki, cór­ki i uczen­ni­ce w Jezu­sie i Maryi”. Mela­nia zosta­ła tu pocho­wa­na z woli św. Anni­ba­le M. di Fran­cia (1851–1927), zało­ży­cie­la Zgro­ma­dze­nia Roga­cjo­ni­stów. Pocho­wa­no ją na sto­ją­co. Dla­te­go kie­dy klę­ka­my na klęcz­ni­ku usta­wio­nym przed gro­bem, klę­czy­my u jej stóp.

Ks. Anni­ba­le

Ks. Anni­ba­le był prze­ko­na­ny o jej świę­to­ści, dla­te­go zebrał doku­men­ta­cję potrzeb­ną do otwar­cia pro­ce­su beaty­fi­ka­cyj­ne­go, jed­nak tecz­ka nigdy nie wyszła poza gra­ni­ce die­ce­zji i pro­ce­su nigdy nie otwar­to. Ks. Anni­ba­le znał histo­rię Mela­nii i wąt­pli­wo­ści zwią­za­ne z obja­wie­niem, ale posy­łał po nią zawsze, kie­dy był w potrze­bie. Mimo iż Mela­nia znaj­do­wa­ła się na „czar­nej liście Kościo­ła fran­cu­skie­go”, wło­scy kapła­ni zwra­ca­li się do niej o pomoc w zre­for­mo­wa­niu wspól­not zakon­nych. Podej­ście peda­go­gicz­ne – jakie mia­ła Mela­nia do zakon­nic – zaska­ki­wa­ło, dla­te­go sta­wa­ła się ducho­wą zało­ży­ciel­ką zgro­ma­dzeń. Ks. Anni­ba­le jest porów­ny­wa­ny do św. ks. Jana Bosko, bo tak jak on przy­gar­niał sie­ro­ty. Przy­gar­nął więc do sie­bie rów­nież Mela­nię, któ­ra podró­żo­wa­ła pomię­dzy Mes­sy­ną, Gal­li­po­li, Castel­lam­ma­re di Sta­bia.

W Alta­mu­ra

Był póź­ny wie­czór, kie­dy zmę­czo­na dotar­ła do Alta­mu­ra, ale na sta­cję nikt po nią nie wyszedł. Poko­nu­jąc dłu­gą dro­gę z dwor­ca do mia­sta, pró­bo­wa­ła szu­kać hote­lu. Opuch­nię­te nogi odmó­wi­ły jed­nak posłu­szeń­stwa. Podróż­nicz­ka zapu­ka­ła więc do drzwi, któ­re wska­zał jej prze­cho­dzień, a były to drzwi domu roz­pu­sty. Tam – o dzi­wo – Mela­nia otrzy­ma­ła pomoc i schro­nie­nie, a jej oso­ba skru­szy­ła ser­ca prze­by­wa­ją­cych tam kobiet, któ­re, jed­na po dru­giej, zry­wa­ły ze swo­im grzesz­nym życiem. Mela­nia na sta­łe zamiesz­ka­ła w kamie­ni­cy przy dzi­siej­szym cor­so Vit­to­rio Ema­nu­ele II nr 120. Każ­de­go ran­ka przy­cho­dzi­ła do tutej­szej kate­dry na poran­ną Eucha­ry­stię. Kie­dy przy­by­łam do Alta­mu­ra posta­no­wi­łam przejść tę samą dro­gę, któ­rą codzien­nie poko­ny­wa­ła Mela­nia. Spod daw­ne­go jej domu, na któ­rym dzi­siaj wid­nie­je pamiąt­ko­wa tabli­ca, skie­ro­wa­łam się pod Arco dei Mar­ti­ri – Łuk Męczen­ni­ków, na pla­cyk o tej samej nazwie; idąc kamien­ną ulicz­ką, zosta­wi­łam po pra­wej stro­nie kościół św. Chia­ry. Przej­ście „szla­kiem Mela­nii”, zaję­ło mi trzy minu­ty. Z pew­no­ścią ona, mając kło­po­ty z cho­dze­niem i wzro­kiem, szła znacz­niej dłu­żej. Kate­dra wła­ści­wie była jedy­nym miej­scem, gdzie ją widy­wa­no. Kie­dy 15 grud­nia nie poja­wi­ła się na Mszy św., pre­fekt kate­dry wie­dział, że coś musia­ło się stać. Udał się natych­miast do jej domu, gdzie zna­lazł ją mar­twą, leżą­cą na pod­ło­dze, na twa­rzy mia­ła wyraz bło­gie­go spo­ko­ju. Nikt z miesz­kań­ców Alta­mu­ra nie wie­dział, kim napraw­dę była „Poboż­na Fran­cu­ska Pani”, jej toż­sa­mość ujaw­nio­no dopie­ro pod­czas pogrze­bu.

Opi­nia świę­to­ści

Jestem Mela­nia, przy­cho­dzę cię uzdro­wić” – usły­sza­ła cier­pią­ca na wrzód żołąd­ka Mar­gu­eri­te Aron, kie­dy poczu­ła deli­kat­ne dotknię­cie. Uzdro­wio­na zakon­ni­ca, miesz­ka­ją­ca w Tao­r­mi­nie, była daw­ną wycho­wan­ką jed­ne­go z sie­ro­ciń­ców ks. Anni­ba­le; zmar­ła w obo­zie oświę­cim­skim w 1944 r. Jej przy­pa­dek mógł być roz­pa­trzo­ny jako cud do beaty­fi­ka­cji. Tuż obok gro­bu Mela­nii znaj­du­je się pokój, w któ­rym nie­gdyś noco­wał ks. Anni­ba­le i gdzie zgro­ma­dził pamiąt­ki po Mela­nii. Jej wło­sy, krzy­żyk pokut­ny, któ­ry nosi­ła, oraz wstąż­kę. Sto­lik, butel­kę z pierw­szy­mi kro­pla­mi wody, któ­ra wytry­snę­ła na La Salet­te, czep­ki, któ­re nosi­ła na gło­wie, prze­ście­ra­dła, w któ­re było owi­nię­te jej cia­ło w trum­nie przed eskhu­ma­cją, zakon­na obrącz­ka oraz kar­tecz­ki z inten­cja­mi poło­żo­ny­mi przez czci­cie­li na jej gro­bie. A czci­cie­li jest wie­lu, podob­nie jak otrzy­ma­nych łask.

Zacho­wu­jąc pamięć

Ks. Ange­lo Sar­do­ne, histo­ryk ze Zgro­ma­dze­nia Roga­cjo­ni­stów, pro­pa­gu­je pamięć o Mela­nii Calvat. „19 wrze­śnia, w świę­to litur­gicz­ne obja­wie­nia na La Salet­te, cele­bru­je­my Eucha­ry­stię wspo­mi­na­jąc pocho­wa­ną tutaj wizjo­ner­kę. Insty­tut św. Anto­nie­go powstał sto lat temu, wła­śnie z myślą o umiesz­cze­niu tu jej szcząt­ków. Ks. Anni­ba­le mówił o niej, że jest stwo­rzo­na z tajem­ni­cy i jest tajem­ni­cą stwo­rze­nia. Mimo złej opi­nii, któ­ra krą­ży­ła na jej temat, ludzie wie­dzie­li, że żyła w aurze świę­to­ści”.

La Salet­te

Dzi­siaj na La Salet­te Mela­nii wła­ści­wie się nie wspo­mi­na, a szko­da. Postać nasto­let­niej pastusz­ki obec­na jest jedy­nie w posą­gach usta­wio­nych w trzech miej­scach, gdzie obja­wi­ła się Mary­ja. W koście­le umiesz­czo­no kamień, na któ­rym sie­dzia­ła „Pła­czą­ca Pani”, a obok ołta­rza zamu­ro­wa­no ser­ce Mak­sy­mi­na Giraud – dru­gie­go pastusz­ka i towa­rzy­sza obja­wie­nia; jego cia­ło spo­czy­wa na cmen­ta­rzu w Corps. Piel­grzy­mi pyta­ją: „A gdzie pocho­wa­no Mela­nię?”. Obja­wie­nie w La Salet­te, któ­re mia­ło miej­sce w 1846 r., zosta­ło zatwier­dzo­ne przez Kościół pięć lat póź­niej, a nad posta­cią wizjo­ner­ki zapa­dła cisza. W Corps – z pry­wat­nej ini­cja­ty­wy – krew­ni pastusz­ków udo­stęp­ni­li do zwie­dza­nia ich domy.

Odrzu­co­na wizjo­ner­ka

Mela­nia, pozba­wio­na przez fran­cu­ski Kościół przyj­mo­wa­nia sakra­men­tów, wyje­cha­ła do Włoch: „Tam zakaz dla mnie nie ist­niał” – pisa­ła w listach do swych kapła­nów-powier­ni­ków. Jed­nym z nich był  jej ojciec ducho­wy, ks. abp Salva­to­re L. Zola z Lec­ce, któ­ry tak­że został upo­mnia­ny za nada­nie impri­ma­tur na publi­ka­cję opi­su „Maryj­ne­go Obja­wie­nia”. Mela­nii Calvat, któ­ra obra­ła sobie imię sio­stra Maria od Krzy­ża, zabra­nia­no skła­da­nia zakon­nych ślu­bów. Zabra­nia­no dla­te­go, iż odwa­ży­ła się prze­ka­zać sło­wa Maryi, że świat grze­szy i grze­szą rów­nież fran­cu­scy kapła­ni. Nie nam oce­niać wia­ry­god­ność obja­wie­nia poda­ne­go przez wizjo­ner­kę. Fak­tem jest, że od 173 lat piel­grzy­mi przy­by­wa­ją na La Salet­te z nadzie­ją, że rów­nież oni spo­tka­ją Mary­ję. W ich imie­niu zapa­lam świecz­kę u gro­bu zapo­mnia­nej dzi­siaj sale­tyń­skiej paster­ki w Alta­mu­ra, w 115. rocz­ni­cę jej śmier­ci.

Alek­san­dra Zapo­tocz­ny