Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Zakrystia

Świadectwa łask

Moja przy­go­da z Micha­łem Gie­droy­ciem roz­po­czę­ła się w postu­la­cie (w 2003 roku). Spo­tka­łam się z nim w cza­sie refe­ra­tu mistrzy­ni, któ­ra w opar­ciu o książ­kę „Ser­ce z krzy­żem” przy­bli­ża­ła nam postać bło­go­sła­wio­ne­go bra­ta rodem z Litwy. Już wte­dy uję­ły mnie za ser­ce nie­mod­ne dzi­siaj cno­ty ciche­go zakry­stia­na: cier­pli­wość, wier­ność i trwa­nie przy Jezu­sie. Pew­nie wie­lu świę­tych te cno­ty posia­da­ło i wyda­wać by się mogło, że oso­ba bło­go­sła­wio­ne­go Micha­ła nic szcze­gól­ne­go nie wno­si w moje życie. A jed­nak. Dla mnie wła­śnie on stał się przy­kła­dem, któ­ry pocią­ga i zachwy­ca, i stał się kimś bli­skim na lata, choć żyją­cym kil­ka wie­ków temu. Mogę nawet śmia­ło stwier­dzić, że stał się moim przy­ja­cie­lem.

W począt­ko­wych latach for­ma­cji prze­ło­że­ni pyta­li mnie, czym chcia­ła­bym się zająć w życiu zakon­nym. Odpo­wia­da­łam: pra­cą w zakry­stii – ponie­waż to było zaję­cie moje­go przy­ja­cie­la. Nie mia­łam żad­ne­go przy­go­to­wa­nia i więk­sze­go poję­cia o tej pra­cy. Gdy w kolej­nych latach moje marze­nie się speł­ni­ło, poja­wi­ło się we mnie wie­le wąt­pli­wo­ści. Wszyst­ko mi mówi­ło: „Nie dasz sobie rady. Ty się do tego nie nada­jesz. Tyle nie umiesz”. Kie­dy mój pierw­szy prze­ło­żo­ny w pra­cy wpro­wa­dzał mnie w róż­ne zaka­mar­ki pra­cy zakry­styj­nej, zażar­to­wał na począt­ku: „Oto sio­stry kró­le­stwo!”. Nie wie­dział wte­dy, że ja już na dłu­go wcze­śniej w swo­im ser­cu nazwa­łam w ten spo­sób to miej­sce, ponie­waż było ono bez­po­śred­nio przy moim KRÓLU, Jezu­sie. Od począt­ku pra­cy w zakry­stii pozna­ję, jaka ona jest pięk­na i twór­cza, ile sta­wia wyma­gań, jak bar­dzo zakła­da dobrą orga­ni­za­cję i odpo­wie­dzial­ność. Nie mam cie­nia wąt­pli­wo­ści, że owo pięk­no pra­cy i boga­tą twór­czość pozwa­la mi dostrze­gać i roz­wi­jać sam Bóg. Bez Nie­go to moje „kró­le­stwo” było­by sza­re, puste i nud­ne.

Mój przy­ja­ciel bł. Michał przez kolej­ne lata życia zakon­ne­go sta­je się dla mnie coraz bliż­szy. Połą­czy­ło nas życie zakon­ne, potem pra­ca w zakry­stii, a naj­bar­dziej czer­pa­nie mądro­ści do życia z jed­ne­go Boże­go Źró­dła. Uczę się od tego czło­wie­ka, co zna­czy żyć cier­pli­wą miło­ścią. Jak to reali­zo­wać w codzien­no­ści. Pod­glą­dam go w wyobraź­ni, gdy jestem w koście­le św. Mar­ka, i czę­sto widzę go zanu­rzo­ne­go w Bogu, na modli­twie. Ciche­go, zwy­kłe­go i kula­we­go zakry­stia­na, któ­ry z tajem­ni­czą pogo­dą ducha łączy zie­mię z Nie­bem. Dla mnie ten zakon­nik cią­gle tam posłu­gu­je i oży­wia wnę­trze tej świą­ty­ni. Poko­chał Boga do sza­leń­stwa, więc teraz przez kolej­ne wie­ki w    róż­ny spo­sób swe­mu Bogu słu­ży. Kie­dy myślę o cier­pli­wo­ści, któ­rej rów­nież uczę się od bło­go­sła­wio­ne­go Micha­ła, przy­cho­dzi mi na myśl kawa­łek mojej histo­rii. W moich przed­za­kon­nych latach dane mi było uczęsz­czać do szko­ły ręko­dzie­ła arty­stycz­ne­go. Ponie­waż inte­re­so­wa­ły mnie pra­ce z rzeź­by, haftu, tkac­twa czy wikli­niar­stwa, posta­no­wi­łam nauczyć się tech­nik ich wyko­ny­wa­nia. Kie­dyś w cza­sie zajęć odwie­dził nas repor­ter z „Radia Rze­szów”. Nagry­wa­no audy­cję o naszej szko­le. Pyta­nie, jakie skie­ro­wa­no wte­dy do mnie, brzmia­ło: „Co pani daje ta szko­ła? Prze­cież te zawo­dy nie mają przy­szło­ści?”. Pamię­tam, że uśmiech­nę­łam się do dzien­ni­kar­ki i odpo­wie­dzia­łam: „Mnie nie cho­dzi o zawód. Chcia­łam poznać sekre­ty wyko­ny­wa­nia róż­nych prac sztu­ki ludo­wej, a przy oka­zji – niech pani zoba­czy – tego kwia­tusz­ka robię już trze­cią godzi­nę (to były zaję­cia z haftu i koron­ki i uczy­li­śmy się fry­wo­lit­ki). I dzi­wię się sobie, że tak dłu­go mogę nad nim sie­dzieć. To jest dopie­ro jeden kwia­tek, a na ser­wet­kę trze­ba oko­ło 20. Wie pani, cze­go ja się tutaj naj­bar­dziej uczę – cier­pli­wo­ści do sie­bie i do życia. I ta szko­ła jak naj­bar­dziej ma przy­szłość, przy­naj­mniej te lek­cje”.

W mojej wspól­no­cie zakon­nej po jutrz­ni modli­my się pięk­ną modli­twą, wła­śnie za wsta­wien­nic­twem bło­go­sła­wio­ne­go Micha­ła Gie­droy­cia. Zacy­tu­ję ją w cało­ści, by wydo­być z niej to, cze­go się uczę od pokor­ne­go bra­ta:

Boże Ojcze Wszech­mo­gą­cy, Ty przez bło­go­sła­wio­ne­go Micha­ła Gie­droy­cia uczysz nas pokor­ne­go trwa­nia w Two­jej obec­no­ści i speł­nia­nia rze­czy małych w wiel­ki spo­sób. Za jego wsta­wien­nic­twem spraw, aby­śmy zjed­no­cze­ni z Chry­stu­sem w  Eucha­ry­stii – jak Mary­ja pod krzy­żem – słu­ży­li bra­ciom z cier­pli­wą miło­ścią. Przez Chry­stu­sa, Pana nasze­go. Amen”.

Na stro­nie inter­ne­to­wej zamiesz­czo­ne są wyłącz­nie frag­men­ty wybra­nych arty­ku­łów, po resz­tę zapra­sza­my do lek­tu­ry papie­ro­wej wer­sji nasze­go Tygo­dni­ka.

S. Ber­na­de­ta ze Zgro­ma­dze­nia Sióstr św. Jadwi­gi Kró­lo­wej Słu­żeb­nic Chry­stu­sa Obec­ne­go