Tygodnik Rodzin Katolickich „Źródło”
ul. Kazimierza Wielkiego 18/3
30-074 Kraków

Sekretariat: 12 423-22-57
Redakcja: 12 421-75-49
Prenumerata: 12 422-74-18

Zło dobrem zwyciężaj

Zło dobrem zwyciężaj

Alfons Popie­łusz­ko przy­szedł na świat w poło­wie wrze­śnia 1947 r. w Oko­pach, w Bia­ło­stoc­kiem. Wycho­wy­wał się w skrom­nej rodzi­nie, jako syn Wła­dy­sła­wa i Marian­ny. Od dzie­ciń­stwa kształ­to­wa­no w nim war­to­ści reli­gij­ne i potrze­bę życia sakra­men­tal­ne­go. Pro­sty chło­pak, zwy­czaj­ny kle­ryk, świę­ty kapłan. Gło­sił Jezu­sa w trud­nych cza­sach komu­ni­zmu.

Twar­de życie w mięk­kich sza­tach

Po matu­rze wstą­pił do war­szaw­skie­go semi­na­rium, gdzie dał się poznać jako zwy­czaj­ny kle­ryk i życz­li­wy kole­ga. Moż­na było na nie­go liczyć: przy­no­sił śnia­da­nie, czy­ścił buty i sta­rał się przy­kła­dać do stu­diów. Kole­dzy wspo­mi­na­ją, że przed snem śpie­wał Godzin­ki ku czci Mat­ki Bożej. Gdy wcie­lo­no go do jed­nost­ki spe­cjal­nej Ludo­we­go Woj­ska Pol­skie­go w Bar­to­szy­cach, miał odwa­gę sprze­ci­wić się dowód­cy, któ­ry zaka­zy­wał mu modli­twy różań­co­wej. Modlił się pota­jem­nie z inny­mi kle­ry­ka­mi. O co? O wyswo­bo­dze­nie? Praw­do­po­dob­nie. Za swo­ich bli­skich? Na pew­no. Jed­nak kle­ryk Jerzy modlił się tak­że za swo­ich prze­śla­dow­ców. W taki spo­sób kształ­to­wa­ła się w mło­dym czło­wie­ku men­tal­ność chrze­ści­ja­ni­na, któ­ry zło dobrem zwy­cię­ża. Trud­no jest zwy­cię­żać zło. Tym bar­dziej w okrut­nych cza­sach nagon­ki na Kościół i spo­łe­czeń­stwo. Do gro­na neo­pre­zbi­te­rów, a więc tak­że do ks. Jerze­go, Ste­fan Kar­dy­nał Wyszyń­ski skie­ro­wał sło­wa: Idzie­cie w teren bar­dzo pra­co­wi­ty, gdzie trze­ba będzie wło­żyć ogrom­nie dużo wysił­ku, poświę­ce­nia i ofia­ry. Życie wasze nie będzie mięk­kie. I nie było!

Lecze­nie ran

Na swo­im obraz­ku pry­mi­cyj­nym ks. Popie­łusz­ko umie­ścił cytat z Ewan­ge­lii: Posy­ła mnie Bóg, abym gło­sił Ewan­ge­lię i leczył rany zbo­la­łych serc. Pra­co­wał w Ząb­kach, w Ani­nie i na war­szaw­skim Żoli­bo­rzu. Spra­wo­wał tak­że Msze świę­te dla straj­ku­ją­cych robot­ni­ków. Ponoć nie był orłem kazno­dziej­skim, ani tym bar­dziej gwiaz­do­rem. Nie rwał się do publicz­nych wystą­pień. Wolał po cichu leczyć rany zbo­la­łych serc – w kon­fe­sjo­na­le i na roz­mo­wach. Bez roz­gło­su.

W roku swej śmie­ci, 19 paź­dzier­ni­ka, odpra­wił ostat­nią Eucha­ry­stię. W cza­sie roz­wa­żań różań­co­wych wypo­wie­dział sło­wa, uwa­ża­ne za ducho­wy testa­ment: Módl­my się, byśmy byli wol­ni od lęku, zastra­sze­nia, ale przede wszyst­kim od żądzy odwe­tu i prze­mo­cy. Dostrze­gam w nich gorą­cą inten­cję szu­ka­nia dobra, któ­re jako jedy­ne może zwy­cię­żyć zło tego świa­ta.

Nie­któ­rzy z nas cią­gle powta­rza­ją, że cza­sy są złe. Ja uwa­żam, że zawsze cza­sy były trud­ne. Zmie­nia­ją się oko­licz­no­ści – par­tie, mody, wyzwa­nia, media, ludz­ka men­tal­ność… Myślę, że nie doży­je­my cza­sów, kie­dy będzie­my sie­dzie­li z zało­żo­ny­mi ręka­mi. I bar­dzo dobrze, że życie dostar­cza nam wyzwań.

Ewan­ge­lia cią­gle aktu­al­na

Bio­rąc pod uwa­gę życio­rys ks. Jerze­go, odnie­śmy go do innej histo­rii, tym razem biblij­nej. Pew­nie każ­dy z nas pamię­ta frag­ment z Ewan­ge­lii o modli­twie fary­ze­usza i cel­ni­ka (dla przy­po­mnie­nia: Łk 18,9–14). Fary­ze­usz był dobrym czło­wie­kiem: poboż­nym, prze­strze­ga­ją­cym Deka­lo­gu, dają­cym dzie­się­ci­nę, gene­ral­nie dobrze żył. Któż z nas nie chciał­by odzna­czać się taki­mi cecha­mi. W takim razie, dla­cze­go został potę­pio­ny przez Jezu­sa? War­to zauwa­żyć, że zaczął swo­ją modli­twę od sło­wa: dzię­ku­ję. Czło­wiek, któ­ry doce­nia swo­je życie, cie­szy się, że żyje zgod­nie z sumie­niem… Dla­cze­go zatem Jezus wolał cel­ni­ka, zamiast bar­dzo dobre­go i poboż­ne­go czło­wie­ka, któ­ry nie popeł­niał żad­nych grze­chów, potra­fił okieł­znać cia­ło i dzie­lił się swo­im budże­tem?

Ta Ewan­ge­lia poka­zu­je, jak bar­dzo jeste­śmy po stro­nie fary­ze­uszów.

  • Jesteś kimś waż­nym, bo przy­cho­dzi do cie­bie ktoś po pomoc. Jeśli tak uwa­żasz – jesteś fary­ze­uszem.
  • Widzisz pod chó­rem w koście­le nar­ko­ma­na albo pro­sty­tut­kę i myślisz sobie: Co oni tu robią? Jesteś fary­ze­uszem.
  • Masz dużo pie­nię­dzy i gar­dzisz żebra­kiem – jesteś fary­ze­uszem.
  • Jeśli w przy­chod­ni idziesz po stro­nie kory­ta­rza, któ­rą wła­śnie myła pani sprzą­ta­ją­ca, bo uwa­żasz, że ona jest prze­cież od tego, żeby sprząt­nąć – jesteś fary­ze­uszem.
  • Jeśli prze­cho­dzi obok cie­bie ktoś z innej opcji poli­tycz­nej niż two­ja, a ty mówisz: obłud­ni­ku! – jesteś fary­ze­uszem.

Hejt dobrem zwy­cię­żaj

Jeśli uwa­ża­my sie­bie za wspa­nia­łych, cudow­nych i spra­wie­dli­wych – wszyst­ko w porząd­ku. Ciesz­my się życiem, doce­niaj­my swo­je talen­ty i dzię­kuj­my Bogu za napo­tka­ne dobro. Jeśli jed­nak gar­dzisz inny­mi – jesteś fary­ze­uszem. Bar­dzo żało­sna cho­ro­ba pogar­dy ludź­mi doty­ka spo­łe­czeń­stwo XXI wie­ku.

Opo­wia­da­ła swo­ją histo­rię pew­na dziew­czy­na, któ­ra zaczę­ła czy­tać komen­ta­rze na swój temat w Inter­ne­cie. Nie­na­wiść okrut­nie się roz­le­wa­ła. Zbyt mało mamy samo­bój­ców? – pyta­ła w głę­bi ser­ca. Poczu­cie wła­snej war­to­ści i dystans wobec nie­przy­ja­ciół to nie­raz począ­tek pro­ce­su, aby nie dać się zwy­cię­żyć hej­to­wi. Żyje­my w cza­sach wie­lu prze­mian i wal­ki świa­to­po­glą­do­wej. Musi­my umieć wyra­żać swo­je zda­nie i prze­ko­na­nia, nie raniąc przy tym dru­gie­go czło­wie­ka. W tym prze­ja­wia się nasza wiel­kość i czło­wie­czeń­stwo. Roz­pa­mię­ty­wa­nie ura­zy i dokar­mia­nie się nie­na­wi­ścią nie słu­ży ani nam, ani naszym prze­ciw­ni­kom. Czę­sto radzę swo­im peni­ten­tom, aby spró­bo­wa­li doszu­ki­wać się dobra w oso­bach, któ­re są dla nich trud­ne. Co by było, gdy­by­śmy z taką samą ener­gią i poświę­ce­niem doszu­ki­wa­li się w czło­wie­ku dobra, zamiast kon­cen­tro­wać się na sła­bo­ści, grzesz­no­ści i śmiesz­no­ści? Czy my tak napraw­dę chce­my budo­wać lep­szy świat?

Dobro górą!

Czy­ta­łem kie­dyś taką aneg­dot­kę. Mądry lekarz powie­dział pacjen­to­wi: Naj­lep­szym lekar­stwem dla czło­wie­ka jest miłość.A co, jeśli nie dzia­ła? – ktoś spy­tał. Lekarz się uśmiech­nął i odpo­wie­dział: Trze­ba zwięk­szyć daw­kę. Nie tyl­ko oka­zy­wa­nie miło­ści tak wie­le nas kosz­tu­je. Jest jesz­cze sza­cu­nek, tole­ran­cja, zwy­czaj­nie ludz­ka przy­zwo­itość… Na każ­dym eta­pie rela­cji wobec bliź­nie­go jeste­śmy sła­bi. Jezus prze­wi­dział, że miłość do bliź­nie­go to ofia­ra i poświę­ce­nie, któ­re nie będą przy­cho­dzi­ły nam łatwo. Dla­te­go powie­dział: Wytrwaj­cie w miło­ści mojej. Jeśli we Mnie trwać będzie­cie, będzie­cie zacho­wy­wa­li przy­ka­za­nia. Wów­czas łatwiej nam będzie zwięk­szać daw­kę miło­ści.

Ks. Kamil Fal­kow­ski